Archiwum

Archive for Grudzień 2011

Lem o pożytku ze smoka, czyli satyra na kapitalizm

2011-12-29 Komentarze wyłączone

W poprzednim artykule o Rybicji napisałem o satyrze na biurokrację. Lem nie oszczędził także systemu kapitalistycznego, trafnie obnażając jego własne absurdy. Oto Ijon Tichy przybywa na planetę Abrazję, chcąc zbadać zjawisko, którego nie udało się wyjaśnić badaczom z Ziemi. Otóż na planecie tej znajduje się gigantyczny smok. Nie przypomina on jednak smoków z naszych mitów, jest to raczej coś pomiędzy ślimakiem a grzybem, w dodatku gigantycznych rozmiarów. Na jego utrzymanie mieszkańcy planety łożą ogromne środki. Codziennie dostarczają mu kilkadziesiąt tysięcy ton artykułów żywnościowych. Pomimo tego smok uważany jest za kluczowy element Abrazjańskiej ekonomii, przynoszący jej ogromny pożytek.

Gość z Ziemi nie może zrozumieć, na czym pożytek z tego smoka polega. W końcu uzyskuje wyjaśnienie, że śmierć tego smoka byłaby niewyobrażalną katastrofą. Gospodarka jest bowiem nastawiona na eksport artykułów przeznaczonych dla smoka. Ich wytwarzanie stwarza ogromną ilość miejsc pracych. Oprócz tego powstało mnóstwo instytutów badawczych zajmujących się smoczą tematyką, zatrudniających mnóstwo naukowców. Nie mają też problemów ze znalezieniem pracy młodzi lekarze – zatrudnia ich Urząd Regulacji Skutków Smoka.

Jak do tego doszło

Sytuacja rozwijała się stopniowa, prowadząc jednak nieubłaganie do obecnej sytuacji. Początkowo smoka chciano uśmiercić, jednak uznano ten projekt zbyt kosztowny. Zamiast tego postanowiono leczyć objawy, redukując choćby smród jego wyziewów. Okazało się, że dostarczanie stworowi odpowiednio dobranej żywności pomaga. Stwór jednak rósł i trzeba było dostarczać mu coraz więcej środków. Przy ich wytwarzaniu znajdowało zatrudnienie coraz więcej osób. Ludzie byli szczęśliwi, że mają pracę. Przedsiębiorcy byli szczęśliwi, że ich produkty znajdują zbyt. Za wszystko płaciło państwo, oczywiście nie własnymi pieniędzmi, ale pieniędzmi swoich obywateli pochodzącymi z podatków. Ktoś musiał organizować dostawy żywności, powstały więc specjalne urzędy tym się zajmujące, a urzędy mają tendencję do rozrastania się z czasem. Powstały też placówki badawcze zajmujące się problematyką smoka. Zatrudnieni w nich naukowcy i urzędnicy kierując się instynktownie swoim interesem promowali teorie głoszące niezbędność smoka dla gospodarki, wyśmiewali zaś i odrzucali tezy przeciwstawne. Młodzi ludzie urodzeni w smoczej gospodarce nie wyobrażali już sobie, żeby świat mógł wyglądać inaczej.

Jak na to patrzą Abrazjanie

Z punktu widzenia Abrazjan smok jest motorem całej gospodarki. Stwarza on ogromną ilość miejsc pracy. Gdyby zabrakło smoka, zatrudnieni w jego obsłudze ludzie straciliby pracę a wraz z nią siłę nabywczą. To odbiło by się zaś na przedsiębiorstwach nie związanych z obsługą smoka, tylko produkujących na potrzeby ludności. I oni zmuszeni by byli zmniejszyć zatrudnienie, w efekcie czego jeszcze więcej ludzi wylądowałoby na bruku. Straciliby pracę także naukowcy i urzędnicy pracujący w placówkach smokologicznych. Doszłoby do karygodnej sytuacji, w której młodzi ludzie po studiach nie byliby w stanie znaleźć żadnej pracy. Dlatego Abrazjanie uważają smoka za błogosławieństwo. Stwarza on ogromny popyt, który stymuluje gospodarkę. Drażni ich ignorancja kosmity Tichego, który nie rozumie różnicy pomiędzy dokarmianiem smoka a wyrzucaniem tych samych towarów do morza czy rozdawaniem ich ludności. Gospodarka nie może przecież opierać się na rozdawnictwie! A popyt musi być realny, a nie wymyślnony!

Jak na to patrzą kosmici

Tichy, dla Abrazjan kosmita, patrzy na to okiem przybysza z innego świata. Dla niego żywność przeznaczana dla smoka to obciążenie Abrazjan wytwarzaniem dóbr, z których nie mają pożytku. Bez emocji, bez stereotypów jest on w stanie dostrzec, że gdyby smok nagle zniknął, nic nie musiałoby się zmienić. Do dyspozycji Abrazjan byłyby wszystkie te dobra, co do tej pory, plus to, czego nie muszą przeznaczać dla smoka. Gałęzie produkcji obsługujące smoka mogłyby zniknąć, albo zacząć wytwarzać coś innego, wskutek czego sytuacja mieszkańców mogłaby ulec co najwyżej poprawie. Dlaczego bowiem ktoś miałby lądować na bruku z powodu zniknięcia smoka? Dlaczego miałby przestać otrzymywać pieniądze, które otrzymywał wcześniej, nawet jeśli stracił pracę? Pieniądze dla smokowytwórców pochodziły przecież od rządu, kierowane tam wskutek arbitralnej dystrybucji majątku. Abrazjanie są przyzwyczajeni do myślenia, że dystrybucja może być dokonywana tylko za zaspokajanie realnych potrzeb. Dystrybucja oderwana od wytwarzania nikomu oprócz smoka nie potrzebnych dóbr czy też dostrzeżenie, że produkcja dla smoka nie różni się w gruncie rzeczy niczym od wyrzucania towarów do morza nie mieści się w ich systemie pojęciowym, dlatego jest odrzucana jako absurdalna. W cybernetyce funkcjonuje model modułu sigma, który odrzuca automatycznie informacje zbyt bardzo odbiegające od struktur informacyjnych systemu. Dla Tichego wszystko, co go otacza na obcej planecie, jest nowe i dziwne, dlatego żadna hipoteza nie jest dla niego na tyle absurdalna, by ją a priori odrzucić.

Odniesienie do współczesnego świata

Abrazja stanowi alegorię systemu kapitalistycznego. On również jest oparty na dogmacie popytu stymulującego gospodarkę, niezależnie od tego, jak bardzo ten popyt byłby bezużyteczny. Wielokrotnie spotykałem się z ludźmi afirmującymy bezmyślną konsumpcję argumentami, że stwarza ona popyt, który stwarza miejsca pracy. Argumenty, że zamiast płacić ludziom za wytwarzanie rzeczy, których tak naprawdę nikt nie potrzebuje, możnaby im płacić za darmo, są traktowane jak bluźnierstwo. Przecież, jak usłyszał od uczonego smokologa Tichy, Produkcyjnych potrzeb nie można brać z powietrza. Tak więc nasza gospodarka opiera się na karmieniu smoka poprzez reklamy wmawiające w ludzi potrzeby kupowania nowych ubrań, mimo że stare nadal nadają się do noszenia, albo nocowania w hotelach pięciogwiazdkowych z telewizorem, mimo że telewizję można w domu oglądać a podróżuje się w innym celu niż siedzenie w pokoju hotelowym. Samo istnienie reklamy już dowodzi, że potrzeby są wirtualne. Przecież nie trzeba nikogo przekonywać, by zaspokajał prawdziwe potrzeby! A czym innym niż karmieniem smoka jest obiad w drogiej restauracji? Może trochę smaczniejszy niż domowy, ale czy wart takich pieniędzy? Znów pada argument, że pieniądze dla kelnera i restauratora stymulują gospodarkę. Ale czy nie jest to smocza stymulacja? Czy kelner zamiast umizgiwać się do klientów nie mógłby robić czegokolwiek innego, z czego byłby większy pożytek dla niego samego i dla innych ludzi? Te wszystkie pytania mogą wydawać się dziwne ludziom wychowanym w kapitalizmie. Ijon Tichy, gdyby wrócił teraz z gwiazd, mógłby czuć się kosmitą na swojej własnej planecie.

Reklamy
Kategorie:cybernetyka

Rybicja – satyra na biurokrację

2011-12-29 Komentarze wyłączone

W swej podróży trzynastej Ijon Tichy dociera na planetę Pintę, której wymijanie z daleka zalecały wszelkie poradniki. Nieszczęśliwego podróżnika z lektóry dzieł filozoficznych wyrywa brutalne pukanie i okrzyk Otwierać! Rybicja!. Do rakiety wkracza Swobodna Rybicja Pinty, pyta się gdzie jest woda, robi przeszukanie rakiety w czasie którego rekwiruje puszkę szprotów w oleju a następnie bierze rakietę na hol i sprowadza ją na planetę. Jej powierzchnia, jak się okazuje, jest pokryta wodą. Mieszkańcy przypominają ludzi, jednak większość swego życia spędzają w zanurzeniu. Oddychają jednak powietrzem, a nie wodą, więc muszą często wynurzać się po oddech, męczy też ich kaszel i schorzenie przypominające reumatyzm. Mieszkańcy planety nie są zbyt rozmowni, reagują paniką na zadawane im pytania. Jednak w końcu bohater opowiadania dowiaduje się prawdy. Pinta była kiedyś planetą nękaną suszami. Utworzone zostało więc biuro do spraw irygacji, które miało na celu nawodnić planetę, a w celu realizacji tego zadania otrzymało nadzwyczajne uprawnienia. Kiedy zaś cel został osiągnięty, nie miało ono najmniejszego zamiaru się ich pozbywać. Aby uzasadnić swoje dalsze istnienie, stworzona została teoria ewolucji perswazyjnej, zgodnie z którą Pintyjczycy mieli się przekształcić w badubiny i baldury, istoty rybokształtne, uważane za ideał doskonałości. Jednak aby ten ideał mógł zostać zrealizowany, konieczne jest wspomaganie ewolucji poprzez stopniowe przyzwyczajanie Pintyjczyków do przebywania pod wodą. Zgodnie z tą ideologią Pintyjczycy mieli stopniowo zacząć oddychać wodą zamiast powietrzem. W trakcie tego procesu wielu z nich utonęło, jednak użycie terminu utonąć mogło się skończyć dla przemawiającego tragicznie. Wielu mieszkańców znikło bez śladu za samo stwierdzenie, że woda jest mokra – rybom bowiem nie jest mokro, użycie tego przymiotnika świadczyło więc o reakcyjnych poglądach.

Ten całkowicie absurdalny obraz rzeczywistości przedstawia zagrożenia związane z działalnością instytucji biurokratycznych oraz innych struktur władzy. Wszystkie one powstały w określonym celu, jakim była realizacja wielkiego przedsięwzięcia albo zapewnienie bezpieczeństwa, z czasem jednak zaczynały one żyć własnym życie. Ich konstytucyjny (czyli leżący u podstaw ich ukonstytuowania się) cel z czasem przestawał mieć znaczenie. Struktury te tworzą własne ideologie mające uzasadnić ich istnienie. Ideologie te są lepiej lub gorzej uzasadnione. Im słabsze jednak logiczne uzasadnienie, tym większa agresja instytucji wobec jednostek, które ją krytykują. Teoria ewolucji perswazyjnej z opowiadania była wyjątkowo słabo uzasadniona merytorycznie, jednak siłę argumentów skutecznie zastępował argument siły. Zakazane musiało być nawet opowiadanie o przeszłości, w której Pinta była suchą planetą. Ktoś bowiem mógłby się zacząć zastanawiać, czy także teraz Pintyjczycy nie mogliby funkcjonować na lądzie. Ponieważ fakty świadczyły na korzyść przystosowania do lądowego życia, tylko bezwzględny zakaz rozmawiania o nich mógł uratować dyktaturę przed obaleniem.

Lem podał przykład skrajny, jednak opisywał prawdziwe zjawiska, które w mniej lub bardziej intensywnej formie obserwujemy na codzień. Przykładem instytucji, która z czasem przestała mieć cokolwiek wspólnego z celem, który ją powołał do życia jest szlachta. Wywodzi się ona z wojowników, którzy w zamian za służbę w drużynie rycerskiej otrzymywali majątki ziemskie. Z czasem majątki stały się dziedziczne, w zamian za co ich posiadacze byli zobowiązani do służby wojskowej jako rycerstwo. Potem rycerze zostali wyparci przez wojska zaciężne oraz armię z poboru. Przestali pełnić funkcję militarną, zachowali jednak swe majątki i swoją uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie i nie zamierzali jej oddać.

Spójżmy też na państwo, o którym co jakiś czas jest głośno w mediach – Koreę Północną. Kiedy zdobyła tam władzę partia komunistyczna, stworzyła ona silne struktury oparte na całkowitym podporządkowaniu społeczeństwa. Została stworzona ideologia samowystarczalności – Dżucze, która miała uzasadnić odizolowanie od świata zewnętrznego. W miarę jak komunizm na świecie upadał, izolacja reżimu coraz bardziej wzrastała. Tym silniej trzyma się on Dżucze – ponieważ uzasadnia ona tę właśnie izolację. Alternatywą byłoby otwarcie się na świat i stopniowa liberalizacja polityczna, a w efekcie utrata władzy przez klasę rządzącą. To właśnie ten kraj najbardziej przypomina reżim Rybicji. Obywatele boją się rozmawiać z nieznajomymi, aby nie zostać posądzeni o szpiegostwo albo nieprawomyślność. Wielu ludzi umiera z głodu, jednak nikt nie ośmiela się o tym mówić, aby nie budzić wątpliwości w słuszność idei samowystarczalności. Im bardziej Dżucze się nie sprawdza, tym surowiej zakazane są nawet dyskusje na ten temat.

Na tym polega właśnie wartość dzieł Lema. Mają one charakter uniwersalny. Pod płaszczyzną bajkowej fabuły kryje się głębia przemyśleń filozoficznych o uniwersalnych problemach ludzkości.

Kategorie:cybernetyka