Strona główna > cybernetyka > Wirusy umysłu

Wirusy umysłu

2011-07-11

Oglądałem niedawno wykład pani Very Birkenbihl Viren des Geistes i mogę go z czystym sumieniem polecić. Gorąco polecam też książki ten pani, używa ona lekkiego i barwnego języka, którym przekazuje głębokie i dające do myślenia treści dotyczące funkcjonowania naszego umysłu i mechanizmów uczenia się.

Tytułowe wirusy umysłu to memy – nośniki jednostek informacji, które po kontakcie z umysłem, jeśli nie zostaną odrzucone, wnikają w niego i replikują się. Nie każdy mem ma charakter wirusowy. Pani Birkenbihl podaje cztery kryteria, na podstawie których można rozpoznać mem wirusowy i odróżnić go od pozostałych, mających charakter neutralny lub pożyteczny.

Pierwszym kryterium jest przekonanie o słuszności i prawdziwości jakiegoś poglądu. Przekonanie, któremu towarzyszy wysoki poziom pewności (mający obiektywne, zewnętrzne umocowanie) stanowi wiedzę. Pozostałe przekonania stanowią wiarę (Glauben), oraz przesądy (Aberglauben). Człowiek posiada bardzo wiele przekonań, mniej lub bardziej podstawnych, tylko niektóre z nich jednak mają charakter wirusowy.

Wirusowym przekonaniom towarzyszy zawsze emocjonalna ocena ich przedmiotu. Postępowanie zgodnie z przekonaniem stanowi cnotę, a postępowanie przeciwne występek. Tak więc przekonanie, że czarne koty przynoszą nieszczęście, mimo swojej oczywistej dla większości ludzi absurdalności, wirusem nie jest, bowiem ludzie w to wierzące nie poczytują tego sobie za cnotę, a sceptyków nie uważają za niegodziwców. Zupełnie inaczej sprawa się ma z oceną zachowań seksualnych. Pani Vera podaje tu przykład masturbacji i przekonania o jej szkodliwości Równie dobrym przykładem jest pornografia czy też homoseksualizm. Tu widzimy bardzo wyraźnie w życiu codziennym, jak mocna jest emocjonalna ocena tych zjawisk. Obrońcy moralności uważają swoją postawę za słuszną moralnie (cnotliwą), a onanistów, pornomaniaków czy homoseksualistów za grzeszników i niegodziwców. Mamy więc bardzo dobrego kandydata na wirusa umysłu.

Trzecim kryterium jest występowanie efektu tabu. Wszelkie dyskusje, które mogłyby podważyć przekonanie wirusowe są objęte tabu – całkowitym zakazem. Próba dyskutowania na temat tabu skutkuje krytyką, ośmieszaniem, społecznym ostracyzmem, a w najgorszym przypadku brutalnymi atakami psychologicznymi i fizycznymi, mającym na celu wyeliminowanie heretyka. Wróćmy do przykładu z poprzedniego punktu. Jak reagują obrońcy moralności na próbę wszczęcia dyskusji, w której ktoś próbuje wykazać pozytywne efekty masturbacji i pornografii? Jeśli podejmują dyskusję, w której gotów jest merytorycznie bronić swoich racji, znaczy to, że ich przekonania nie mają charakteru wirusowego. Jeśli jednak są oburzeni samym faktem, że ktoś śmie im proponować taką dyskusję, jeśli domagają się uciszenia bezwstydników, odebrania im czasu antenowego, koncesji na nadawanie itp – to świadczy, że mamy prawdopodobnie do czynienia z dorodnym wirusem.

Czwartym kryterium rozpoznania wirusa umysłu jest nietolerancja w stosunku do przeciwników. Niewierny jest zły, głupi, obłąkany, niegodny, by mu rękę podać. Nie należy z nim rozmawiać, nie należy z nim utrzymywać żadnych stosunków, najlepiej go odizolować, zamknąć w więzieniu lub szpitalu psychiatrycznym, a może nawet pozbawić życia. Taka sytuacja ma ciągle miejsce w krajach, w których obowiązuje prawo szariatu. W wielu z nich np homoseksualizm jest ciągle karany śmiercią. A my też nie mamy się czym szczycić, bo jeszcze w dziewiętnastym wieku za obrazę moralności trafić można było do szpitala psychiatrycznego, który był jak najgorsze współczesne więzienie połączone z torturami psychicznymi.

Wielu czytelników zapewne w tym momencie wzruszyło ramionami, innym może skóra ścierpła, ale pomyśleli sobie to samo: Mnie to nie dotyczy. To jakieś babcie w beretach, albo talibowie z długimi brodami. Ja nawet nie używam takich słów: grzech i cnota. To jakieś archaizmy!. Otóż nic bardziej błędnego! Zjawiska nie zmieniają się pod wpływem słów, jakimi je określamy. Zamiast o cnocie i występku możemy mówić o honorze i hańbie, o modzie i faux pa, o byciu cool i obciachu. Wszystkie te określenia świadczą o silnym emocjonalnym nastawieniu do swoich przekonań i czynią je potencjalnym kandydatem na wirusa. Może następnym razem, gdy usłyszycie, jak ktoś mówi, że coś jest obciachowe (albo, co gorsza, sami tak powiecie) przemaglujcie wasze przekonania za pomocą powyższych czterech punktów?

Vera Birkenbihl podaje na swoim wykładzie kolejny przykład wirusa umysłu. Jest nim pogląd o słuszności prohibicji narkotyków. Po pierwsze bez wątpienia mamy tu do czynienia z bardzo silnym przekonaniem. Przeciwnicy handlu narkotykami wierzą szczerze w słuszność swoich poglądów. Po drugie – uważają walkę z narkotykami za rzecz słuszną i chwalebną (cnota). Walka ta ma charakter krucjaty (święta wojna z niewiernymi). Ludzie, którzy zachęcają do legalizacji narkotyków to niegodziwcy, cyniczni gangsterzy, nieludzkie kreatury (z którymi miłomściwie nam panujący premier tak mężnie walczy). Po trzecie – legalizacja narkotyków to temat tabu. Chociaż istnieje wiele dowodów na to, że walka z narkotykami służy tylko przestępcom, którzy na handlu nimi budują swoje imperia (podobnie jak kiedyś Al Capone), to jednak dla takich dyskusji nie ma miejsce w kontrolowanych przez rząd mediach (koncesjonowane przez rząd radio i telewizja), przewija się głównie w kanałach, których rząd nie może skutecznie kontrolować (np w internecie). Ludzie, którzy łamią narkotykowe tabu to niegodziwcy, głupcy, oszołomy. Jak ktoś zdrowy na umyśle może nawoływać, by to potworne zło stało się dostępne (bo przecież teraz nie jest) dla naszych kochanych dzieci, które są tak podatne na złe wpływy (a czy to nie my przypadkiem mieliśmy je wychować, by tym wpływom nie ulegały?). Po czwarte – narkotykowych heretyków się zwalcza. Cenzura, groźby odebrania koncesji za niemoralne treści, ostracyzm społeczny narkotykowych abolicjonistów i inne tego typu środki to nic innego jak przemoc mająca na celu zmuszenie heretyków do zmiany poglądów lub do milczenia.

Przykładów można podać znacznie więcej. Silnym i szybko rozprzestrzeniającym się wirusem jest przekonanie o szkodliwości i ryzykowności energii atomowej. Katastrofa w Fukushimie, spowodowana trzęsieniem ziemi, wyzwoliła falę histerii w Niemczech, która doprowadziła do decyzji o zamknięciu wszystkich elektrowni atomowych. Rozhisteryzowanemu tłumowi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzała nieprawdopodobność wystąpienia trzęsienia ziemi o takiej sile w Europie. Nie wyciągnęli też wniosków z tego, że Japonia nie ma najmniejszego zamiaru elektrowni atomowych zamykać. Wirusowe memy bowiem nie wyciągają wniosków. Jest to temat tabu, a na temat tabu dyskutować nie wolno! Czynią to tylko niegodziwcy, a niegodziwcom trzeba zamknąć usta! Uciszyć ich! Będziemy polegać na elektrowniach słonecznych i wiatrowych – bo przecież węglowe też są złe, tak mówi nasza wiara, nieprawdaż? I nie ośmielaj się mówić, że tak nie jest, heretyku! Gdy nie będzie wiał wiatr ani nie będzie grzało słońce, będziemy pedałować na rowerku, albo zrobimy sobie dzień bez Facebooka, a książkę będziemy czytać przy świeczce! A to całe zamieszanie wokół gazów cieplarnianych, czy to nie jest kolejny cudownie namnażający się memik? I jakie ma znaczenie, że w czasach Wikingów Grenlandia była zieloną krainą, a masowej industrializacji w tych czasach nie było? Przecież wszyscy wiedzą, jak jest naprawdę! Prawda została już ustalona przez nas, my wam mówimy, jak jest, więc wam, maluczkim, kwestionować tego nie wolno! A jeśli się, drogi czytelniku, oburzasz na autora czytając ten tekst, wróć proszę do kryterium drugiego…

Kiedy stykają się ludzie będący nośnikami odmiennych memów, będą oni stosować odmienne strategie interakcji w zależności od stopnia wirusowości ich memów. Są oni porównywani przez panią Verę do ludzi żyjących na dwóch osobnych wyspach. Mogą oni podjąć próbę zbudowania mostu łączącego obie wyspy, tworząc porozumienie. Jest to możliwe, gdy memy nie mają charakteru wirusowego. Jeśli jednak są one wirusami, ludzie ci prawdopodobnie będą próbowali się nawzajem przeciągnąć na swoją wyspę (próba indoktrynacji) albo udaremnią próbę budowania mostów (izolacja). Gdy nośnik jakiegoś memu próbuje zainfekować nośnik drugiego memu (przeciągnięcie na swoją wyspę) stosuje wojnę informacyjną o różnym stopniu nasilenia. Najłagodniejszym jest reklama własnych przekonań, nie stroniąca zazwyczaj od kłamstwa. W agresywnej wojnie informacyjnej reklama przyjmuje postać zakłamania wroga na śmierć. Przykładem jest zmyślona historia o żołnierzach Saddama Husajna wycinających płody z brzuchów ciężarnych kuwejckich kobiet. Dementi, jeśli w ogóle ma miejsce, jest z zasady mniej ciekawe niż samo kłamstwo, dlatego poświęca się mu mniej uwagi i rzadko przebija się do świadomości społecznej w takim stopniu jak dementowane kłamstwo.

Kiedy jednak przekonywanie nie przynosi skutków, następuje aktywne zwalczanie opornego nośnika konkurencyjnych memów. Najłagodniejszym jego przejawem jest lekceważenie. My mamy rację, my jesteśmy normalni, a ty jesteś odmieńcem, dziwakiem, my jesteśmy ci dobrzy, a ty jesteś ten zły! Lekceważenie jest formą przemocy psychicznej, prowadzącej do izolacji społecznej ofiary i tym samym znacznego ograniczenia jej możliwości działania. Jeśli działania takie nie doprowadzą do złamania psychicznego odmieńca, to przynajmniej znacząco ograniczą możliwość rozpowszechniania przez niego zwyrodniałych memów. Jeśli jednak wrogie memy nadal stwarzają zagrożenie, może nastąpić eskalacja wrogości. Miejsce przemocy psychicznej może zająć przemoc fizyczna. Ultima ratio regum (ostatni argument królów) stanowią armaty…

Funkcje memów

Jaką funkcję ma powyższy mechanizm? Dlaczego memy tak swobodnie zarażają nasze umysły? Przecież osłabiając naszą zdolność rozumowania zmniejszają naszą zdolność adaptacyjną do środowiska, jaką daje nam nasz umysł? Otóż nie jest to takie proste! Człowiek, jak każde zwierzę stadne, wykształcił mechanizmy rozróżniające swoich od wrogów. Mechanizm swój-wróg pozwala premiować własne geny (a wraz z nimi struktury zachowań) poprzez udzielanie pomocy spokrewnionym osobnikom (empatia, altruizm). Jednocześnie przedstawiciele obcych grup są zwalczani, ponieważ są konkurentami w walce o te same zasoby, które są niezbędne do przeżycia. Niezbędny jest więc marker odróżniający swego od wroga. Vera Birkenbihl podaje przykład szczurów, u których markerem jest zapach. Szczury wykazują skomplikowane zachowania społeczne. Pomagają sobie nawzajem. Gdy napotkają nieznane źródło pokarmu, jeden ze szczurów próbuje go, sprawdzając, czy nie jest trujące. Ryzykuje własnym życiem dla dobra grupy (altruizm). Mechanizm ten się opłaca, bowiem pomagając swoim krewniakom szczur zapewnia przetrwanie swoim genom, które za takie zachowania odpowiadają. Mają więc one znaczenie adaptacyjne. Obcych szczurów nie opłaca się jednak wspierać. Mają one inne geny i inny zapach. Kiedy naukowcy usunęli szczura z gniazda, wymyli go i oznaczyli zapachem innego klanu, po ponownym umieszczeniu w macierzystym gnieździe szczur został natychmiast zabity! Zasoby są ograniczone, więc wrogość wobec obcych też jest mechanizmem zapewniającym sukces ewolucyjny!

Co jednak z ludźmi? Nasz węch jest za słaby, byśmy mogli rozpoznawać swoich krewniaków i współplemieńców po zapachu. Mamy wprawdzie dobry wzrok. Ale zapach jest wspólny dla całej grupy, a rysy twarzy każdy ma inne. Jesteśmy więc w stanie zapamiętać rysy twarzy tylko ograniczonej liczby osób. Dlatego też pierwotne hordy ludzkie miały ograniczone rozmiary. Ale na pewnym etapie rozwoju ludzi nastąpiło coś fascynującego. Grupy ludzkie zaczęły wykorzystywać memy jako markery genetyczne. Już nie zapach pozwalał rozpoznać swojego, nie rysy twarzy każdego z członków grupy z osobna. Memy markerowe przybierają postaci zdobienia, modyfikacji i okaleczania ciała, stanowiąc sygnaturę przynależności do plemienia. Na przykład jedno z plemion w Papui-Nowej Gwinei nacina ciało młodzieńców tak, że blizny po zagojeniu się tworzą strukturę przypominającą skórę krokodyla. Jeśli członek tego plemienia zobaczy człowieka, którego skóra jest pokryta takimi bliznami, nie będzie miał żadnych wątpliwości, że jest to współplemieniec. Podobną rolę pełnią tatuaże, charakterystyczny ubiór oraz rytuały, których wyuczenie się trwa na tyle długo, by nie mógł ich opanować postronny obserwator. Język też odróżnia swoich od obcych (walczące ze sobą plemiona mówią odmiennymi językami).

Memy jako marker swój-obcy pozwoliły ludziom skupiać się w większe gromady. Zaszło też ciekawe zjawisko. Memy mogą być przekazywane niezależnie od genów. Z reguły w procesie wychowania potomek otrzymuje memy od rodziców, ale mogą też one być przekazane z zewnątrz, przez nauczycieli, proroków, lub narzucone siłą. Powstają religie, stanowiące podstawę systemów władzy. Współwyznawcy to swoi, niewierni to wrogowie, z którymi o religii dyskutować nie wolno (tabu). Należy ich nawracać bądź niszczyć. Więzy memetyczne stają się silniejsze niż więzy genetyczne. Zarazem każda religia wytwarza system nakazów i zakazów pozwalający odróżnić wiernych od niewiernych. Muzułmanin widzący człowieka pijącego wino nie będzie miał wątpliwości, że nie jest to jego brat w wierze. Podobnych wątpliwości nie będzie miał ortodoksyjny Żyd, gdy ktoś zacznie kroić baraninę nożem, którym wcześniej kroił ser. Sposób czynienia znaku krzyża pozwala odróżnić prawosławnego od katolika.

Pojedyncze memy są tylko nośnikami informacji. Wykazują pod tym względem podobieństwo do genów, które też są rodzajem nośnika informacji. Richard Dawkins zaproponował nowatorski punkt spojrzenia, w którym organizmy żywe są jedynie nośnikiem genów, a właściwym organizmem podlegającym ewolucji jest pula genetyczna gatunku (genotyp). Genotyp ma cechy, które pozwalają go uznać za system autonomiczny. Wchodzi on w interakcje z otoczeniem, pobiera z niego energię i pokarm, rozbudowuje się (jego budulcem są osobniki danego gatunku), walczy o przetrwanie z innymi systemami (inne gatunki). Podobnie zachowuje się system memów – memopleks. Charakter memopleksów
mają ideologie, religie, systemy kulturowe różnego rodzaju, systemy wiedzy, paradygmaty itp. Ponieważ nośnikiem memów są organizmy, których istnienie w czasie jest ograniczone, memopleks aby przetrwać, musi się ciągle replikować, zarażając swoimi memami nowe osobniki. To czyni z memopleksu drapieżnika, walczącego z innymi memopleksami o rządy dusz. Cechami umożliwiającymi przetrwanie jest wysoka zaraźliwość (łatwość wnikania do umysłu) oraz wykształcenie mechanizmów obronnych zapobiegających przed zarażeniem memami z konkurencyjnego memopleksu. Cztery wymienione na początku kryteria wirusowości memu są właśnie tymi mechanizmami obronnymi.

Gdy obserwujemy dwóch adwersarzy zaciekle się kłócących możemy zaobserwować, że ścierają się tu nie tylko ludzie, ale też systemy wartości. W walce ideologicznej stajemy się efektorami memopleksu, dla którego jesteśmy tylko jedną z wielu komórek, z jakich jest on zbudowany. Sami jesteśmy systemem autonomicznym, ale zarazem składową systemu autonomicznego wyższego rzędu, podobnie jak nasze elementy składowe, komórki naszego ciała, też są systemami autonomicznymi, funkcjonującymi jednak w ramach większej całości. Część zachowań, które z osobniczego punktu widzenia nie mają sensu, mają sens z punktu widzenia całości, do jakiej osobnik należy (tak jak próbowanie nieznanego pokarmu przez pojedynczego szczura). Zagadnienia związane z dynamiką systemów będących częściami składowymi innych systemów to bardzo złożony i ciekawy temat, który w tym miejscu tylko sygnalizuję i któremu w przyszłości poświęcę osobny rozdział.

Advertisements
%d blogerów lubi to: