Archive

Archive for Kwiecień 2010

Cyrilica na klawiaturze QWERTY pod Windows

2010-04-27 Komentarze wyłączone

Mam standardową klawiaturę w układzie QWERTY. Dopóki pisałem tylko w języku polskim, w zupełności wystarczał mi windowsowy standard. Jednak kiedy potrzebowałem coś napisać w cyrylicy, zaczęły się schody. Windows ma oczywiście układy różnych klawiatur, w tym też rosyjskiej i ukraińskiej, ale niestety rozkład klawiszy na nich całkowicie nie odpowiada naszej i bez specjalnej klawiatury ew. nalepek ciężko jest opanować pisanie. Każde naciśnięcie klawisza niesie ze sobą element niepewności i zaskoczenia 😉
Są strony do transliteracji on-line, np translit.ru, ale nie są one zbyt wygodne ze względu na konieczność przełączania zakładek, zaznaczania tekstu i kopiowania go do innej zakładki.
Szukałem więc sterowników klawiatury bazujących na układzie QWERTY, działających podobnie jak translit.ru. Znalazłem coś takiego: zsigri.tripod.com/fontboard/cyrillic.html. Działało dokładnie tak, jak potrzebowałem, oprócz podstawowego zestawów obsługując także ukraińskie i (bez konieczności przełączania układu klawiatury) oraz ї, z jednym tylko ‚ale’ – nie udało mi się go zainstalować pod Vistą.
Szukałem czegoś innego, ale w końcu zainstalowałem program Microsoftu do edycji układów klawiatury, załadowałem ten układ, zapisałem jako instalator i… sukces, działa pod Vistą! Efekt jest do pobrania tutaj: home.elka.pw.edu.pl/~llech/translat.zip

Doświadczenia z bazą danych terytorialnych GUS

2010-04-23 Komentarze wyłączone

Niedawno pobrałem z GUS bazę danych terytorialnych TERYT. Po wciągnięciu jej zawartości do bazy danych mogłem się zabrać do analizy interesujących mnie zagadnień.
Najpierw sprawdziłem kompletność bazy zliczając ulice w poszczególnych powiatach. Dane o ulicach dotyczyły całego terytorium kraju (wcześniej pracowałem z bazą danych, w której ulice były wprowadzone tylko dla części powiatów), mogłem więc przystąpić do dalszej analizy. Na pierwszy ogień poszła miejska legenda o popularności Jana Pawła II jako patrona nazw ulic. Złośliwi twierdzili, że nawet najmniejsze miejscowości mają ambicje mieć ulicę nazwaną imieniem polskiego papieża, a biorąc uwagę, że wszystko zaczęło się już za jego życia, porównywali to do stalinowskiego kultu jednostki. Jednak po wykonaniu zapytania do bazy danych przekonałem się, że są to opinie przesadzone. Ulic Jana Pawła II jest w Polsce trochę ponad 600 (622 na 15 kw. 2010). Nie jest to mało, ale daleko mu do czołówki, a w rankingu mieści się na końcu pierwszej 50-tki.
Najpopularniejsze 16 nazw to nazwy całkiem neutralne. Najwięcej jest ulic Polnych – 3033. Niewiele ustępują im liczebnością Leśne – 2888. Kolejne cztery 2-tysięczniczki ustępują im znacznie liczebnością – Słoneczna (2279), Krótka (2218), Szkolna (2155), Ogrodowa (2126). Ulic Lipowych jest 1608, a kolejnych 9 jest już poniżej 1500: Łąkowa, Brzozowa, Kwiatowa, Sosnowa, Kościelna, Zielona, Parkowa, Akacjowa i Kolejowa. Pierwszym patronem na liście jest Kościuszko – zawdzięcza mu swą nazwę 1141 ulic i osiedli. Powyżej 1000 nazw dorobił się jeszcze Mickiewicz. Jego oponent Słowacki oraz wybitny prozaik Sienkiewicz osiągnęli wynik powyżej 800. Potem jest Konopnicka, następnie Kopernik i dopiero po nich Jan Paweł II.
Z innych ciekawostek: ulic Kmicica (77) jest więcej niż Wołodyjowskiego (69), a opój i kombinator Zagłoba aż 87. Widać literaccy awanturnicy bardziej przemawiają do wyobraźni niż monotonnie białe postacie. Bohun też nie został zapomniany. Uhonorowało go 13 miejscowości. Nie dorobił się za to ani jednej ulicy Chmielnicki.
Z miast najbardziej uhonorowana jest (co nie zaskakuje) Warszawa – 432 ulice. Krakowskich jest tylko 280. Gniezno też nie zostało całkiem zapomniane – 58. Z satysfakcją stwierdziłem, że ulic Kieleckich (89) jest więcej, niż Radomskich (65). Ulic Buskich jest tylko 7 (m.in. na Mokotowie) ale cóż, duży może więcej.
Mniej skłonni jesteśmy natomiast do upamiętniania innych państw. Są tylko dwie ulice Amerykańskie i jedna Rosyjska, 4 ulice upamiętniają Ukrainę i Niemcy a 6 Białoruś. Więcej sympatii wykazujemy do Francuzów niż na to zasługują – aż 33 ulice Francuskie. Małe narody darzymy większą sympatią – 48 Litewskich, 19 Czeskich, 13 Słowackich oraz po 7 Łotewskich i Estońskich.
Nazwy miejscowości budzą mniej emocji, bo jeśli wśród nich znajdujemy eponimy, to pochodzą od imion i rodów właścicieli włości, nie zaś arbitralnie wybranych postaci politycznych. Większość z nich są to jednak nazwy pospolite, zwyczajowe. Najwięcej w Polsce jest Starych Wsi – 436. Nowych Wsi jest już trochę mniej – 315. Bardzo popularne są Podlesia – 342. Nieco mniej jest Piasków, Gór i Górek, Kolonii, Dołów, Zalesi i Folwarków. Nie brak Kątów, Wygód i dla kontrastu Bud. Jednak ponad 45 tyś. nazw własnych miejscowości nie powtarza się, podczas gdy unikalnych nazw ulic jest niecałe 19 tyś.

Spotkanie pod pomnikiem

2010-04-17 Komentarze wyłączone

Dzisiaj przechodząc koło pomnika Nike spotkałem człowieka o dosyć zaniedbanej powierzchowności, który mnie zagadnął
– Tyle ludzi przechodzi koło tego pomnika i robi zdjęcia, a nie wiedzą, że to jest oszustwo.
– Co nie tak jest z tym pomnikiem? – Spytałem zaskoczony.
– On przedstawia kłamstwo historyczne. Ja nie mówię, że pomnik jest zły, mnie się nawet bardzo podoba, ale to nieprawda o której się nie mówi. Nike jest zwrócona na zachód i bierze zamach na Niemców. Tymczasem Rosjanie zaatakowali ją od tyłu i wbili nóż w plecy.
Mówiąc to podszedł do mnie z tyłu i wykonał gest pchnięcia nożem. Faktycznie, nie zwróciłem do tej pory uwagi na to, w którą stronę Nike jest zwrócona, a to niezwykle istotny szczegół. W czasach PRL ktoś, kto by zechciał ją obrócić, mógłby zostać oskarżony o dywersanckie działanie na szkodę przyjaźni polsko-radzieckiej. Ale wtedy również ktoś mógłby zarzucić, że Nike jest zwrócona mieczem tylko w stronę Niemców, a Rosjan już nie. Po chwili namysłu zapytałem się
– A w którą stronę pana zdaniem powinna być zwrócona?
– A co mnie pan pyta w którą stronę. Jak z jednej strony pana atakują nożem a z drugiej wbijają sztylet to w którą stronę się ma pan obrócić?
Pomyślałem sobie potem, że większość z nas jest taka jak ten człowiek. Krytykujemy, bo krytykować jest łatwo, ale sami nie proponujemy nic w zamian.

Kategorie:Uncategorized Tagi: ,

Percepcja losowości: Taleb, minimax i wartość oczekiwana

2010-04-11 Komentarze wyłączone

Wczoraj miało miejsce zdarzenie tragiczne. W jednej chwili zginął prezydent Rzeczypospolitej, najwyższe dowództwo wojskowe i wiele innych osób zajmujących najwyższe stanowiska w państwie. Zginęli lecąc samolotem, statystycznie najbezpieczniejszym środkiem transportu.
Właśnie, statystycznym. Statystyki trzeba umieć właściwie interpretować. Wprawdzie prawdopodobieństwo śmierci pojedynczej osoby w wypadku lotniczym jest najmniejsze, jednak gdy już do takiego wypadku dojdzie, jego skutki są szczególnie tragiczne. Jeśli już do wypadku lotniczego dojdzie, jego ofiary mają bardzo mało szans na przeżycie, w przeciwieństwie do wypadków drogowych czy kolejowych. Niestety, wartość oczekiwana ma skłonność do ignorowania zdarzeń nawet bardzo tragicznych w skutkach, jeśli tylko ich prawdopodobieństwo jest bardzo małe. A ten tragiczny wypadek był czymś tak mało prawdopodobnym, że wiele osób długo nie mogło uwierzyć w to, co się stało. Niestety, jego skutki są straszliwe.
Strategią przeciwstawną do maksymalizacji wartości oczekiwanej jest strategia minimax. Jest ona oparta na minimalizacji strat w najgorszym z rozważanych przypadków. Nie ignoruje ona nawet niezwykle mało prawdopodobnych zdarzeń, a wręcz je przedkłada ponad inne. Te niezwykle mało prawdopodobne zdarzenia mają bowiem na ogół niezwykle istotne konsekwencje. Myślenie o najgorszym przypadku na codzień jest uważane za przejaw obsesji i nieumiarkowanego konserwatyzmu, jednak w sytuacjach dramatycznych to gotowość do zmierzenia się z najgorszym scenariuszem decyduje o dalszym losie państw, narodów i pojedynczych ludzi.
Czy tyle najważniejszych w państwie osób powinno znaleźć się w jednym samolocie, skoro katastrofy lotnicze na ogół kończą się śmiercią wszystkich bądź prawie wszystkich pasażerów? Czy samolot powinien podejmować kolejną próbę lądowania w tak trudnych warunkach na lotnisku nie posiadającym odpowiednio zaawansowanej infrastruktury wspierającej pilota w warunkach ograniczonej widoczności? To, co tysiąc razy się udaje, za tysiąc pierwszym może się skończyć katastrofą. Moim zdaniem rzeczywistość jest bardzo brutalna. Gdyby delegacja poleciała w kilku samolotach, albo pilot odleciałby na inne lotnisko i nic by się nie stało, w mediach zaczęłaby się nagonka. Po co tyle pieniędzy na kilka samolotów, dlaczego pilot jest taki słaby że mgła mu przeszkadza w lądowaniu itp. Takie są media, ale tacy jesteśmy też my sami. Jak wszystko jest dobrze, nie myślimy o przygotowaniu do najgorszego, nie chcemy o tym myśleć i nie widzimy sensu angażowania środków na wypadek czegoś co ‚i tak najprawdopodobniej nigdy nie będzie mieć miejsca’.
O tej cesze ludzkiej natury pisze w swoich pracach Nassim Taleb. Pisze on o tym, że nasza percepcja losowości jest niewłaściwa i niepełna. Wydaje się nam, że jesteśmy przygotowani, bo mamy ubezpieczenia, strategie zabezpieczające, odpowiednio skomponowane koszyki, scenariusze zarządzania kryzysowego itp. A prawda jest taka, że nie potrafimy właściwie ocenić wpływu wydarzeń, których prawdopodobieństwo jest znacznie poniżej błędu statystycznego. Są zbyt rzadkie, by można było właściwie ocenić ich prawdopodobieństwo i uwzględnić je w strategii opartej na wartości oczekiwanej. Małe liczby budzą w nas też nadmierną pewność siebie i nieuzasadniony optymizm: myślimy o mało prawdopodobnych scenariuszach jak o niemożliwych i nie chcemy zaprzątać sobie nimi myśli i psuć dobrego humoru.
Niestety, są one możliwe i kiedy zdarzają się, są dla nas całkowitym zaskoczeniem. Tak też było wczoraj. Samoloty czasem się rozbijają. Może to być każdy z nich, także ten zawierający najważniejsze osoby w państwie. Mam wrażenie, że nikt nie dopuszczał do siebie myśli o tym, że samolot może się rozbić, a ryzyko tego zdarzenia może zmniejszyć wymiana samolotów na nowocześniejsze i wyposażone w urządzenia wspierające nawigację najnowszej generacji. Nie jest to wielki wydatek w skali państwa, nie wiążą się z tym też aż tak wielkie przygotowania. Dużo bardziej angażuje rozrywka – np. stadiony na Euro 2012. Współczesny świat nie lubi czarnych scenariuszy i przygotowań do śmierci.
Miejmy nadzieję, że kultura polityczna okaże się na tyle wysoko, by wybór nowego prezydenta odbył się bez przykrych incydentów i prób ugrania czegoś dla siebie. Państwo musi funkcjonować nadal, mimo utraty tak wielkich ludzi, których trudno będzie przez długi czas zastąpić.