Nowe wpisy na blogu turystycznym

2013-08-22 Komentarze wyłączone

Po długiej przerwie dodałem nowe wpisy w moim blogu turystycznym.

Pierwszy z nich do galeria zdjęć z Lorenzer Reichswald zimą.

Druga to zdjęcia i krótki opis trasy z Pegnitz do Pottenstein Szlakiem Św. Jakuba.

Miłego oglądania!

Kategorie:Uncategorized

Berlin 2012 – wrażenia

2012-08-10 Komentarze wyłączone

Po wielu latach ponownie miałem okazję przez chwilę przebywać w Berlinie. Była to okazja do zweryfikowania moich wspomnień o tym mieście. Zapamiętałem Berlin jako miasto dużej swobody obyczajowej oraz świetnie funkcjonującej szybkiej sieci kolejki miejskiej. Przy czym ceny artykułów spożywczych niewiele odbiegają od polskich.

Na wstępie informacja o dojeździe i zakwaterowaniu. Najtańszym sposobem, aby dostać się do Berlina (pomijając oczywiście “okazje” i autostop) jest PolskiBus. Połączenie w jedną stronę kosztuje ok 100 złotych. Bus odjeżdżający ok północy jest na miejscu ok 10-tej rano. Natomiast jeśli chodzi o zakwaterowanie, to znajduje się tam mnóstwo hosteli i cena, jakiej należy się spodziewać, to ok. 10 Euro za nocleg.

Co do legendarnej szybkiej kolei miejskiej (S-Bahn) to moje wspomnienia okazały się trochę przekoloryzowane. Faktycznie, sieć komunikacji opartej o kolej miejską (S-Bahn) i metro (U-Bahn) jest bardzo rozbudowana i zapewnia sprawną komunikację pomiędzy różnymi częściami miasta. Szczególnie istotny jest zdecentralizowany charakter sieci. Jest to przeciwieństwo patologicznego centrycznego modelu komunikacji w Warszawie, zakładającej przejazd między poszczególnymi częściami miasta przez centrum (promienisty układ linii metra i kolejki miejskiej). W Berlinie sieć miejka nie ma centralnego punktu, poszczególne linie się przecinają w wielu węzłach, zaś główna część miasta jest otoczona linią obwodową (Ring) która zapewnia bardzo dogodne połączenie pomiędzy poszczególnymi liniami. Natomiast jeśli chodzi o szybkość samych pociągów, to jest ona porównywalna z warszawską SKM-ką. Na niektórych odcinkach pociągi jadą dość wolno, często zdażają się też postoje w oczekiwaniu na wjazd na stację.

Co do poruszania się pieszo, to światła uliczne dość nieprzyjemnie mnie zaskoczyły. Projektanci świateł w Warszawie słyną ze swojej legendarnej wręcz głupoty, nikogo nie dziwią światła palące się tylko do połowy ulicy, a przy tym tak nieudolnie niezsynchronizowane, że trzeba czekać na 2 zmiany świateł. W Berlinie również trafiają się niezsynchronizowane światła, ale o wiele gorszy jest czas ich trwania. W wielu miejscach zielone zapala się tylko na kilka sekund. Wystarczy chwila nieuwagi i można je przeoczyć. Najwyraźniej zapalają sie tylko po to, aby dać sygnał do wejścia na ulicę. Czułem się jednak trochę nieswojo przechodząc generalnie na czerwonym.

Jeśli chodzi o ceny żywności, to jest tu silne zróżnicowanie. Nawet jeszcze silniej niż w Warszawie jest widoczny patologiczny efekt dostosowywania cen do krzywej popytu. W pobliżu głównych stacji kolejowych i miejsc turystycznych ceny mogą powalić na kolana. Powyżej 1 Euro kosztuje półlitrowa woda mineralna, kawa z automatu czy mały pączek. Ceny przekąsek (czyli posiłków w rozmiarze “turystycznym” to nawet 10 Euro). Mały chleb może kosztować 2 Euro. Natomiast nie są to sklepy, w których kupują normalni ludzie. Poza najbardziej obleganymi przez turystów miejcami ceny są już całkiem normalne: chleb ok. 50 centów, woda mineralna 20 centów (plus kaucja, o której później), sok 1 Euro, kebab 3 Euro. Tańsza jest czekolada (a przy tym jest zdecydowanie lepsza od polskiej).

Jeśli chodzi o swobodę obyczajową, to nie zapadły mi tym razem w pamięć żadne przypadki szczególnie świadczące o jej występowaniu. Owszem, ludzie ochoczo wykorzystują zieleń w centrum miasta do odpoczynku i opalania się. Jest też ona, przynajmniej w centrum, zdecydowanie czystsza i bardziej zadbana. Nie widziałem poniewierających się na trawnikach papierków i butelek. Inna sprawa, że zieleni w pobliżu ulic jest stosunkowo niewiele i przy wielu ulicach nie rośnie nawet jedno drzewko. Muszę jednak przyznać, że poza Tiergarten nie odwiedzałem żadnych innych parków – czas pobytu nie pozostawiał na to miejsca. Nie widziałem natomiast ludzi chodzących boso albo topless (to drugie przynajmniej jeśli chodzi o kobiety), i to pomimo upałów.

Ostatnia sprawa, o której chciałbym tu wspomnieć, to sygnalizowane wcześniej kaucje za butelki. System, którego koncepcja mi się bardzo spodobała, gdy o niej usłyszałem, natomiast jej wykonanie mnie rozczarowało. Ciężar utylizacji butelek, zamiast spoczywać na producencie, został przerzucony na właścicieli sklepów, a ci ochoczo i bez żadnej kontroli przerzucili go na klientów. Tak więc za butelkę płaci się kaucję przy zakupie, a potem można taką butelkę wrzucić do automatu. Z tym że takie automaty stoją tylko w sklepach, przyjmują tylko butelki takiego typu, jakiego są w tym sklepie sprzedawane, a zamiast pieniędzy wydają kupony które można zużyć tylko w tym samym sklepie. To ostatnie to prawdziwa bezczelność – niejako wymuszanie zakupów w tym samym sklepie. W dodatku wprowadza to uciążliwą konieczność noszenia ze sobą pustych butelek aż do czasu zrobienia zakupów. Gdyby automaty były w miejcach publicznych i wydawały pieniądze, ten system miałby ręce i nogi. A w takiej postaci wprawdzie skłania ludzi do oddawania butelek, ale nie wszystkich i nie zawsze, a przy tym nakładając na nich dodatkowe opłaty pod pozorem dbałości o środowisko (cena butelek, których nie udało się z powodu w.w. wad systemu zwrócić).

Lem o pożytku ze smoka, czyli satyra na kapitalizm

2011-12-29 Komentarze wyłączone

W poprzednim artykule o Rybicji napisałem o satyrze na biurokrację. Lem nie oszczędził także systemu kapitalistycznego, trafnie obnażając jego własne absurdy. Oto Ijon Tichy przybywa na planetę Abrazję, chcąc zbadać zjawisko, którego nie udało się wyjaśnić badaczom z Ziemi. Otóż na planecie tej znajduje się gigantyczny smok. Nie przypomina on jednak smoków z naszych mitów, jest to raczej coś pomiędzy ślimakiem a grzybem, w dodatku gigantycznych rozmiarów. Na jego utrzymanie mieszkańcy planety łożą ogromne środki. Codziennie dostarczają mu kilkadziesiąt tysięcy ton artykułów żywnościowych. Pomimo tego smok uważany jest za kluczowy element Abrazjańskiej ekonomii, przynoszący jej ogromny pożytek.

Gość z Ziemi nie może zrozumieć, na czym pożytek z tego smoka polega. W końcu uzyskuje wyjaśnienie, że śmierć tego smoka byłaby niewyobrażalną katastrofą. Gospodarka jest bowiem nastawiona na eksport artykułów przeznaczonych dla smoka. Ich wytwarzanie stwarza ogromną ilość miejsc pracych. Oprócz tego powstało mnóstwo instytutów badawczych zajmujących się smoczą tematyką, zatrudniających mnóstwo naukowców. Nie mają też problemów ze znalezieniem pracy młodzi lekarze – zatrudnia ich Urząd Regulacji Skutków Smoka.

Jak do tego doszło

Sytuacja rozwijała się stopniowa, prowadząc jednak nieubłaganie do obecnej sytuacji. Początkowo smoka chciano uśmiercić, jednak uznano ten projekt zbyt kosztowny. Zamiast tego postanowiono leczyć objawy, redukując choćby smród jego wyziewów. Okazało się, że dostarczanie stworowi odpowiednio dobranej żywności pomaga. Stwór jednak rósł i trzeba było dostarczać mu coraz więcej środków. Przy ich wytwarzaniu znajdowało zatrudnienie coraz więcej osób. Ludzie byli szczęśliwi, że mają pracę. Przedsiębiorcy byli szczęśliwi, że ich produkty znajdują zbyt. Za wszystko płaciło państwo, oczywiście nie własnymi pieniędzmi, ale pieniędzmi swoich obywateli pochodzącymi z podatków. Ktoś musiał organizować dostawy żywności, powstały więc specjalne urzędy tym się zajmujące, a urzędy mają tendencję do rozrastania się z czasem. Powstały też placówki badawcze zajmujące się problematyką smoka. Zatrudnieni w nich naukowcy i urzędnicy kierując się instynktownie swoim interesem promowali teorie głoszące niezbędność smoka dla gospodarki, wyśmiewali zaś i odrzucali tezy przeciwstawne. Młodzi ludzie urodzeni w smoczej gospodarce nie wyobrażali już sobie, żeby świat mógł wyglądać inaczej.

Jak na to patrzą Abrazjanie

Z punktu widzenia Abrazjan smok jest motorem całej gospodarki. Stwarza on ogromną ilość miejsc pracy. Gdyby zabrakło smoka, zatrudnieni w jego obsłudze ludzie straciliby pracę a wraz z nią siłę nabywczą. To odbiło by się zaś na przedsiębiorstwach nie związanych z obsługą smoka, tylko produkujących na potrzeby ludności. I oni zmuszeni by byli zmniejszyć zatrudnienie, w efekcie czego jeszcze więcej ludzi wylądowałoby na bruku. Straciliby pracę także naukowcy i urzędnicy pracujący w placówkach smokologicznych. Doszłoby do karygodnej sytuacji, w której młodzi ludzie po studiach nie byliby w stanie znaleźć żadnej pracy. Dlatego Abrazjanie uważają smoka za błogosławieństwo. Stwarza on ogromny popyt, który stymuluje gospodarkę. Drażni ich ignorancja kosmity Tichego, który nie rozumie różnicy pomiędzy dokarmianiem smoka a wyrzucaniem tych samych towarów do morza czy rozdawaniem ich ludności. Gospodarka nie może przecież opierać się na rozdawnictwie! A popyt musi być realny, a nie wymyślnony!

Jak na to patrzą kosmici

Tichy, dla Abrazjan kosmita, patrzy na to okiem przybysza z innego świata. Dla niego żywność przeznaczana dla smoka to obciążenie Abrazjan wytwarzaniem dóbr, z których nie mają pożytku. Bez emocji, bez stereotypów jest on w stanie dostrzec, że gdyby smok nagle zniknął, nic nie musiałoby się zmienić. Do dyspozycji Abrazjan byłyby wszystkie te dobra, co do tej pory, plus to, czego nie muszą przeznaczać dla smoka. Gałęzie produkcji obsługujące smoka mogłyby zniknąć, albo zacząć wytwarzać coś innego, wskutek czego sytuacja mieszkańców mogłaby ulec co najwyżej poprawie. Dlaczego bowiem ktoś miałby lądować na bruku z powodu zniknięcia smoka? Dlaczego miałby przestać otrzymywać pieniądze, które otrzymywał wcześniej, nawet jeśli stracił pracę? Pieniądze dla smokowytwórców pochodziły przecież od rządu, kierowane tam wskutek arbitralnej dystrybucji majątku. Abrazjanie są przyzwyczajeni do myślenia, że dystrybucja może być dokonywana tylko za zaspokajanie realnych potrzeb. Dystrybucja oderwana od wytwarzania nikomu oprócz smoka nie potrzebnych dóbr czy też dostrzeżenie, że produkcja dla smoka nie różni się w gruncie rzeczy niczym od wyrzucania towarów do morza nie mieści się w ich systemie pojęciowym, dlatego jest odrzucana jako absurdalna. W cybernetyce funkcjonuje model modułu sigma, który odrzuca automatycznie informacje zbyt bardzo odbiegające od struktur informacyjnych systemu. Dla Tichego wszystko, co go otacza na obcej planecie, jest nowe i dziwne, dlatego żadna hipoteza nie jest dla niego na tyle absurdalna, by ją a priori odrzucić.

Odniesienie do współczesnego świata

Abrazja stanowi alegorię systemu kapitalistycznego. On również jest oparty na dogmacie popytu stymulującego gospodarkę, niezależnie od tego, jak bardzo ten popyt byłby bezużyteczny. Wielokrotnie spotykałem się z ludźmi afirmującymy bezmyślną konsumpcję argumentami, że stwarza ona popyt, który stwarza miejsca pracy. Argumenty, że zamiast płacić ludziom za wytwarzanie rzeczy, których tak naprawdę nikt nie potrzebuje, możnaby im płacić za darmo, są traktowane jak bluźnierstwo. Przecież, jak usłyszał od uczonego smokologa Tichy, Produkcyjnych potrzeb nie można brać z powietrza. Tak więc nasza gospodarka opiera się na karmieniu smoka poprzez reklamy wmawiające w ludzi potrzeby kupowania nowych ubrań, mimo że stare nadal nadają się do noszenia, albo nocowania w hotelach pięciogwiazdkowych z telewizorem, mimo że telewizję można w domu oglądać a podróżuje się w innym celu niż siedzenie w pokoju hotelowym. Samo istnienie reklamy już dowodzi, że potrzeby są wirtualne. Przecież nie trzeba nikogo przekonywać, by zaspokajał prawdziwe potrzeby! A czym innym niż karmieniem smoka jest obiad w drogiej restauracji? Może trochę smaczniejszy niż domowy, ale czy wart takich pieniędzy? Znów pada argument, że pieniądze dla kelnera i restauratora stymulują gospodarkę. Ale czy nie jest to smocza stymulacja? Czy kelner zamiast umizgiwać się do klientów nie mógłby robić czegokolwiek innego, z czego byłby większy pożytek dla niego samego i dla innych ludzi? Te wszystkie pytania mogą wydawać się dziwne ludziom wychowanym w kapitalizmie. Ijon Tichy, gdyby wrócił teraz z gwiazd, mógłby czuć się kosmitą na swojej własnej planecie.

Kategorie:cybernetyka

Rybicja – satyra na biurokrację

2011-12-29 Komentarze wyłączone

W swej podróży trzynastej Ijon Tichy dociera na planetę Pintę, której wymijanie z daleka zalecały wszelkie poradniki. Nieszczęśliwego podróżnika z lektóry dzieł filozoficznych wyrywa brutalne pukanie i okrzyk Otwierać! Rybicja!. Do rakiety wkracza Swobodna Rybicja Pinty, pyta się gdzie jest woda, robi przeszukanie rakiety w czasie którego rekwiruje puszkę szprotów w oleju a następnie bierze rakietę na hol i sprowadza ją na planetę. Jej powierzchnia, jak się okazuje, jest pokryta wodą. Mieszkańcy przypominają ludzi, jednak większość swego życia spędzają w zanurzeniu. Oddychają jednak powietrzem, a nie wodą, więc muszą często wynurzać się po oddech, męczy też ich kaszel i schorzenie przypominające reumatyzm. Mieszkańcy planety nie są zbyt rozmowni, reagują paniką na zadawane im pytania. Jednak w końcu bohater opowiadania dowiaduje się prawdy. Pinta była kiedyś planetą nękaną suszami. Utworzone zostało więc biuro do spraw irygacji, które miało na celu nawodnić planetę, a w celu realizacji tego zadania otrzymało nadzwyczajne uprawnienia. Kiedy zaś cel został osiągnięty, nie miało ono najmniejszego zamiaru się ich pozbywać. Aby uzasadnić swoje dalsze istnienie, stworzona została teoria ewolucji perswazyjnej, zgodnie z którą Pintyjczycy mieli się przekształcić w badubiny i baldury, istoty rybokształtne, uważane za ideał doskonałości. Jednak aby ten ideał mógł zostać zrealizowany, konieczne jest wspomaganie ewolucji poprzez stopniowe przyzwyczajanie Pintyjczyków do przebywania pod wodą. Zgodnie z tą ideologią Pintyjczycy mieli stopniowo zacząć oddychać wodą zamiast powietrzem. W trakcie tego procesu wielu z nich utonęło, jednak użycie terminu utonąć mogło się skończyć dla przemawiającego tragicznie. Wielu mieszkańców znikło bez śladu za samo stwierdzenie, że woda jest mokra – rybom bowiem nie jest mokro, użycie tego przymiotnika świadczyło więc o reakcyjnych poglądach.

Ten całkowicie absurdalny obraz rzeczywistości przedstawia zagrożenia związane z działalnością instytucji biurokratycznych oraz innych struktur władzy. Wszystkie one powstały w określonym celu, jakim była realizacja wielkiego przedsięwzięcia albo zapewnienie bezpieczeństwa, z czasem jednak zaczynały one żyć własnym życie. Ich konstytucyjny (czyli leżący u podstaw ich ukonstytuowania się) cel z czasem przestawał mieć znaczenie. Struktury te tworzą własne ideologie mające uzasadnić ich istnienie. Ideologie te są lepiej lub gorzej uzasadnione. Im słabsze jednak logiczne uzasadnienie, tym większa agresja instytucji wobec jednostek, które ją krytykują. Teoria ewolucji perswazyjnej z opowiadania była wyjątkowo słabo uzasadniona merytorycznie, jednak siłę argumentów skutecznie zastępował argument siły. Zakazane musiało być nawet opowiadanie o przeszłości, w której Pinta była suchą planetą. Ktoś bowiem mógłby się zacząć zastanawiać, czy także teraz Pintyjczycy nie mogliby funkcjonować na lądzie. Ponieważ fakty świadczyły na korzyść przystosowania do lądowego życia, tylko bezwzględny zakaz rozmawiania o nich mógł uratować dyktaturę przed obaleniem.

Lem podał przykład skrajny, jednak opisywał prawdziwe zjawiska, które w mniej lub bardziej intensywnej formie obserwujemy na codzień. Przykładem instytucji, która z czasem przestała mieć cokolwiek wspólnego z celem, który ją powołał do życia jest szlachta. Wywodzi się ona z wojowników, którzy w zamian za służbę w drużynie rycerskiej otrzymywali majątki ziemskie. Z czasem majątki stały się dziedziczne, w zamian za co ich posiadacze byli zobowiązani do służby wojskowej jako rycerstwo. Potem rycerze zostali wyparci przez wojska zaciężne oraz armię z poboru. Przestali pełnić funkcję militarną, zachowali jednak swe majątki i swoją uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie i nie zamierzali jej oddać.

Spójżmy też na państwo, o którym co jakiś czas jest głośno w mediach – Koreę Północną. Kiedy zdobyła tam władzę partia komunistyczna, stworzyła ona silne struktury oparte na całkowitym podporządkowaniu społeczeństwa. Została stworzona ideologia samowystarczalności – Dżucze, która miała uzasadnić odizolowanie od świata zewnętrznego. W miarę jak komunizm na świecie upadał, izolacja reżimu coraz bardziej wzrastała. Tym silniej trzyma się on Dżucze – ponieważ uzasadnia ona tę właśnie izolację. Alternatywą byłoby otwarcie się na świat i stopniowa liberalizacja polityczna, a w efekcie utrata władzy przez klasę rządzącą. To właśnie ten kraj najbardziej przypomina reżim Rybicji. Obywatele boją się rozmawiać z nieznajomymi, aby nie zostać posądzeni o szpiegostwo albo nieprawomyślność. Wielu ludzi umiera z głodu, jednak nikt nie ośmiela się o tym mówić, aby nie budzić wątpliwości w słuszność idei samowystarczalności. Im bardziej Dżucze się nie sprawdza, tym surowiej zakazane są nawet dyskusje na ten temat.

Na tym polega właśnie wartość dzieł Lema. Mają one charakter uniwersalny. Pod płaszczyzną bajkowej fabuły kryje się głębia przemyśleń filozoficznych o uniwersalnych problemach ludzkości.

Kategorie:cybernetyka

Systemy złożone – wprowadzenie

2011-07-18 Komentarze wyłączone

Ten artykuł stanowi krótkie wprowadzenie do teorii systemów złożonych. Systemami złożonymi nazywamy takie systemy autonomiczne, które są złożone z innych systemów złożonych. Związek elementów składowych może mieć charakter ścisły, gdy części składowe są nierozerwalnie połączone (np komórki wchodzące w skład organizmu życiowego), półautonomiczny – gdy elementy składowe mają pewną niezależność i mogą w pewnym stopniu funkcjonować niezależnie, ale są z systemem trwale związane funkcjonalnie (np mrówki, z których każda należy do dokładnie jednego mrowiska, a oderwana od niego nie jest w stanie długo przetrwać), oraz luźny, gdy elementy składowe mogą wchodzić w skład kilku systemów. Ten ostatni przypadek zachodzi w przypadku systemów społecznych, gdzie jeden człowiek funkcjonuje w ramach różnych systemów – religijnych, politycznych, kulturalnych, narodowych itp. Istnieje też możliwość przynależności do kilku systemów tego samego typu, np. dziecko wychowane w rodzinie mieszanej może mieć podwójną tożsamość narodową.

Związki w ramach systemów ścisłych są z cybernetycznego punktu widzenia najprostsze do analizy. Niezależnie od komplikacji organizmów żywych, przynależność do nich komórek składowych nie budzi wątpliwości. Komórka jest częścią składową organizmu i jego interesy są tożsame z jej interesami. Śmierć organizmu oznacza śmierć jego komórek. Komórki, które nie realizują celu swojego organizmu (np. komórki rakowe) są albo niszczone albo działają na szkodę organizmu, w skrajnych przypadkach prowadząc do jego śmierci (a tym samym do swojej własnej). Pewnym urozmaiceniem są organizmy symbiotyczne, np. bakterie jelitowe. Żyjąc we wnętrzu swojego gospodarza, realizują jednocześnie jego interesy i swoje własne, funkcjonując jak jeden organizm żywy. Po przeniesieniu do innego organizmu mogłyby w nim funkcjonować – ale czy nie tak samo jest w przypadku przeszczepu organów? Teoretyczna możliwość zmiany przynależności nie zmienia faktu, że w praktyce jest to związek o charakterze ścisłym.

W systemach półautonomicznych części składowe zachowują się pod wieloma względami jak systemy niezależne. Mrówki oddalają się od swojego mrowiska, w czasie swojej wędrówki mogą spotykać mrówki z innego mrowiska. Jeszcze silniejszą postać ten efekt przybiera w przypadku owadów społecznych – pszczół. Mimo to mrowisko i ul funkcjonują jak jeden organizm. Pszczoła nie może sobie po prostu wybrać nowego ula, nie obejmuje tego jej program. Co innego gdy powstanie nowy rój, ta sytuacja przypomina podział organizmu żywego przez pączkowanie.

Związki istot społecznych wyposażonych w wyższą inteligencję mają charakter bardziej lużny. Systemami luźnymi są np. watahy wilków. Każdy wilk może należeć tylko do jednej watahy, jednak może zostać z niej wypędzony albo ją dobrowolnie opuścić, przez pewien czas funkcjonować samodzielnie, a następnie przyłączyć się do innej. W pełni luźny charakter przyjmują jednak systemy społeczne u ludzi. Jeszcze u ludów pierwotnych człowiek jest członkiem tylko i wyłhttp://lechlukasz.wordpress.com/2011/07/11/wirusy-umyslu/ącznie swojego plemienia. Jednak wraz ze wzrostem liczebności ludzkich gromad następuje znaczna komplikacja relacji społecznych. Przynależnością pierwotną jest przynależność rodowa, która niegdyś była tożsama z przynależnością plemienną. Charakter dziedziczny w dużym stopniu ma przynależność narodowa, jednak gdy pojawiają się małżeństwa mieszane, kwestia tożsamości narodowej potomka przestaje być oczywista. Tożsamość tego typu jest też w pewnym stopniu kwestią wyboru – poddani chcąc awansować przyjmują tożsamość grupy panującej, z własnego wyboru – a czasem przymusowo (janczarzy). Religia, chociaż jest przede wszystkim wiarą ojców, rozpowszechnia się przecież przez proroków i misjonarzy, pozyskujących nowych wyznawców. Znana jest też zasada Bogu świeczkę, a diabłu ogarek (albo na odwrót), która jest niczym innym, jak podwójną, pośrednią przynależnością religijną, gdy stare obrzędy mieszają się z nowymi.

Oprócz horyzontalnej przynależności do różnych równolegle funkcjonujących systemów, występuje też przynależność wertykalna. Każdy organizm żywy należy do pewnego gatunku. Gatunki w ujęciu ewolucyjnym stanowią systemy autonomiczne, które walczą o przetrwanie w pewnym środowisku, adaptując się do niego oraz rywalizując o zasoby z innymi gatunkami. Wymienione już owady społeczne, będące częściami składowymi swoich rojów, przynależą też do swojego gatunku. Mrówki są częścią składową mrowisk, a mrowiska częścią składową konkretnego gatunku (genotypu). Mrowiska walczą o przestrzeń życiową zarówno z innymi organizmami jak i z sobą nawzajem, swoją walką o przetrwanie realizują zarazem walkę o przetrwanie swojego gatunku. Walka wewnątrzgatunkowa występuje w przypadku nadmiernego zagęszczenia, pełniąc przy okazji czynnik selekcjonujący najsilniejszych w ramach gatunku, zwiększając jego zdolności adaptacyjne.

W przypadku ludzi struktura systemów wygląda o wiele bardziej skomplikowanie. Każdy człowiek bez wątpienia przynależy do gatunku ludzkiego i realizuje jego walkę o wpływy z innymi organizmami. Pomimo apokaliptycznych wizji światowych epidemii itp. walka ta przynajmniej na chwilę obecną jest wygrana i żaden inny gatunek nie stanowi dla nas zagrożenia. Jednak w sposób oczywisty wyróżnić elementów składowych w ramach gatunku będących odpowiednikami uli u mrówek się nie da. Jeszcze niedawno dużą popularnością cieszyły się teorie rasistowskie, dzielące gatunek na rasy, rasy na narody, a narody na plemiona. Plemiona jednoczyły się w narody, aby walczyć przeciwko innym narodom. Narody zaś jednoczą się w ramach swojej rasy, by walczyć z ekspansją innych ras (rasa biała podbijająca świat itp.). Teoria ta jednak wyjaśnia tylko niektóre zjawiska, przy czym również w ograniczonym stopniu. Kolonizacja świata przez Europejczyków nie była, przynajmniej w świadomości typowego kolonizatora, żadną misją dziejową rasy białej, tylko działalnością o charakterze ekonomicznym, wypraną w znacznym stopniu z elementów etycznych, które mogłyby utrudnić bogacenie się za wszelką cenę. Również narodowe odrodzenie Niemców, którym tak szczycił się Hitler, a które miało się przejawiać w nienawiści do ras niższych (Żydów w szczególności) ma dość wątpliwą motywację narodowo-rasową. Niemcy zostali doprowadzeni przez wyniszczającą ekonomiczną politykę zwycięskiej Francji, a następnie światowy kryzys ekonomiczny do nędzy. Żydzi zaś statystycznie byli grupą całkiem dobrze prosperującą. Ideologia ogłaszająca Żydów rasą niższą od Niemców była więc całkiem wygodnym pretekstem do grabienia bogatych i bardziej zaradnych przez biednych, mało zaradnych, ale dysponujących przewagą liczebną. Zaś terroryzm motywowany politycznie lub religijnie, jednoczący w walce ludzi różnych ras i narodów kompletnie przeczy paradygmatowi walki ras i narodów.

Podstawowym czynnikiem jednoczącym ludzi w ramach poszczególnych systemów są memy. Każdy system ma własne memy, które wzmacniają więzi wewnątrzgrupowe. Memami w ramach narodów jest język i historia, memami religijnymi są systemy wierzeń i rytuałów, memami rodzinnymi są opowieści i zwyczaje. Człowiek współczesny jest nośnikiem multum rozmaitych memów, przynależnych do różnych systemów, często będących ze sobą w konflikcie. Młody człowiek trafiając ze wsi do środowiska miejskiego często wchodzi w skład grup towarzyskich mających światopogląd sprzeczny ze światopoglądem jego rodziców. Wartości wyznawane przez rodzinę mogą być w konflikcie z oficjalnym państwowym systemem wartości (np rodziny złodziejskie). Memy religijne mogą być w sprzeczności z memami ideologii państwowej (np. religia potępia homoseksualizm, a urzędnik państwowy jest zobowiązany rejestrować związki jednopłciowe). Konflikty memów nadają przynależności człowieka do systemów społecznych charakteru dynamicznego. Przynależność do różnych grup zmienia się w czasie. Im większa sprzeczność pomiędzy memopleksami konstytuującymi poszczególne grupy, tym większa ta zmienności. Erwin Goffman opisał zjawisko przynależności do wielu sprzecznych ze sobą grup teatrem życia codziennego. Człowiek gra wiele ról, w ramach których nosi różne maski (aktywizuje różne memy, które są najadekwatniejsze w danej sytuacji). Człowiek, który nie jest w stanie odgrywać różnych ról, jest zagrożony wciągnięciem do jednej z instytucji totalnych, które są tworzone wokół memopleksu o tak silnej spójności wewnętrznej, że eliminuje on skutecznie konfliktujące z nim zewnętrzne memy. Takie instytucje totalne to np. więzienia, sekty, klasztory, szpitale psychiatryczne. Charakter instytucji totalnych miały pierwotne plemiona.

Każdy system autonomiczny funkcjonujący w ramach systemu złożonego realizuje zarówno swoje cele autonomiczne, jak i cele systemu nadrzędnego. Cele autonomiczne są związane z zapewnieniem przetrwania i wzrostu. W hierarchii potrzeb Maslowa odpowiadają im potrzeby fizjologiczne (pobieranie pokarmu i energii, regeneracja), bezpieczeństwa (eliminowanie zagrożeń zewnętrznych), poznawcze (gromadzenie wiedzy) oraz samorealizacji (przekształcanie wiedzy w mądrość).

Oprócz celów autonomicznych pojawiają się cele poboczne, będące czynnikiem warunkującym działanie części składowej na rzecz realizacji celów autonomicznych całości. System nie posiadający celów pobocznych jest systemem nadrzędnym. Nie wchodzi on w skład żadnego systemu, ponieważ realizuje wyłącznie własne cele. Pozostałe jednak systemy takie cele poboczne posiadają. U ludzi można wyróżnić cele poboczne naturalne, których zaspokajanie jest warunkowane popędami, zaspokajanie których daje fizjologiczną przyjemność (potrzeby seksualne w hierarchii Maslowa) oraz cele poboczne kulturalne, których zaspokajanie jest uwarunkowane sprzężeniami zwrotnymi w ramach systemu społecznego. Cele te mają charakter arbitralny, zmienny w czasie. Sprzężenia zwrotne wymuszające ich realizację mają zaś charakter dodatni, wzmacniający (nagrody) oraz ujemny, tłumiący (kary). Nagrodą za realizację tych celów jest zaspokojenie potrzeby przynależności do całości większej niż człowiek (naturalny instynkt istot społecznych) oraz możliwości szerszej realizacji swoich celów autonomicznych w ramach społeczeństwa (efekt synergii). Karą zaś jest groźba wykluczenia, utrudniająca realizację celów autonomicznych (utrata synergii) oraz działań bezpośrednio w te cele godzących (represje). Przykłady działania tych mechanizmów nagrody i kary zostały podane w artykule Wirusy umysłu.

Analizując funkcjonowanie człowieka w ujęciu cybernetycznym należy pamiętać o rozróżnieniu celów autonomicznych i pobocznych. Częstym błędem wynikającym z braku tego rozróżnienia jest wrzucanie do jednego worka z potrzebami fizjologicznymi takimi jak głód, pragnienie i potrzeba wypoczynku potrzeb seksualnych. O ile pierwsze z nich służą realizacji celów jednostki (zapewnienie przetrwania), to ta druga jest niezbędna z punktu widzenia gatunku, nie zaś samej jednostki. Wspólny natomiast mają mechanizm przyjemności wypływający z jej zaspokajania. Poważniejsze konsekwencje ma natomiast brak rozpoznania jako celów pobocznych celów narzucanych przez przynależność do większych struktur społecznych. Przykładem są tu ideolodzy nowoczesnego nacjonalizmu, zbudowanego wokół koncepcji państwa – żywego organizmu (Kjellen, Doncow). Opisując świat z punktu widzenia organizmów – narodów walczących ze sobą o przetrwanie bagatelizowali wysoką autonomię ludzi będących ich częściami składowymi. Dokonując nadmiernej analogii z organizmami wielokomórkowymi, utożsamiali cele ludzi z celami narodów, do jakich oni przynależą. Mniej lub bardziej świadomie pomijali w ten sposób konflikt pomiędzy interesami jednostki a interesami narodu, traktując go w kategoriach patologii funkcjonowania narodu (analogia do zmian nowotworowych organizmów żywych), uzasadniając ideologicznie istnienie struktur będących w sprzeczności z interesami ludzi, chociaż w teorii miały one właśnie nim służyć. Pozostałe systemy społeczne – religijne, ideologiczne, a także kulturalne mają taką samą skłonność do instrumentalnego traktowania ludzi wyłącznie w kategoriach części składowych większych całości. Analiza cybernetyczna systemu celów może pomóc zidentyfikować takie tendencje i uświadomić sobie, realizacja których celów naprawdę służy człowiekowi, a których służy tylko strukturom wytworzonym przez memy, których nośnikiem jest człowiek.

Systemy autonomiczne – wprowadzenie

2011-07-13 Komentarze wyłączone

System autonomiczny jest podstawowym pojęciem cybernetyki. System autonomiczny jest systemem, a więc zespołem elementów i powiązań między nimi będący więcej niż prostą sumą swoich elementów składowych. Jest autonomiczny, czyli posiada zdolność samoregulacji i samopodtrzymywania swojego istnienia.

System autonomiczny jest uogólnieniem pojęcia organizmu żywego. Cechy charakterystyczne dla wszystkich organizmów żywych, takie jak walka o przetrwanie, rozwój i rozmnażanie są definiowane w sposób abstrakcyjny, pozwalający na zastosowanie ich do szerszej klasy bytów, obejmującej struktury nieorganiczne, a także informacyjne i zjawiska społeczne. Metodologia cybernetyczna pozwala wykorzystywać dorobek rozmaitych dziedzin nauki, takich jak biologia, fizyka, informatyka, socjologia czy psychologia do analizy szerszej klasy zjawisk, niż ma to miejsce w przypadku każdej z nich z osobna. Jest więc ona nauką interdyscyplinarną, znajdującą się ciągle w stadium zarodkowym, ale mającą ogromny potencjał.

Czym zatem jest system autonomiczny? Najłatwiej zrozumieć jego pojęcie wychodząc od strony funkcjonalnej, czyli od funkcji, jakie spełnia taki system. Podstawową z nich jest przetrwanie. System autonomiczny posiada funkcję samoregulacji, redukując szkodliwe wpływy otoczenia za pomocą ujemnego sprzężenia zwrotnego oraz wzmacniając wpływy pożyteczne dla systemu poprzez sprzężenia zwrotne dodatnie. Każdy organizm żywy posiada taką cechę. Weźmy na przykład bakterie, które pod wpływem niekorzystnych czynników środowiska przyjmują postać przetrwalnikową. Zdolność regulacji mają systemy społeczne, od najprostszych grup towarzyskich aż do instytucji i narodów. W ujęciu cybernetycznym nie jest zaskoczeniem prawo Parkinsona głoszące, że struktury biurokratyczne adaptują się w taki sposób, aby wykonywanie własnych zadań zajmowało im jak największy procent przeznaczonego na nie czasu, uzasadniając w ten sposób celowość swego istnienia. Zasadę tę wyolbrzymioną do absurdu przedstawił Stanisław Lem opisując ustrój Rybicji.

Kolejną funkcją jest rozwój. W czasie swego rozwoju wzrastają organizmy żywe, rozrastają się systemy ideologiczne i religijne, systemy informatyczne rozbudowują swoje zasoby danych. Istnieje jednak szeroka grupa systemów regulujących się, które nie rozwijają się, na przykład stworzone przez człowieka automaty regulujące procesy technologiczne. Za zaliczeniem ich do systemów autonomicznych przemawia moim zdaniem możliwość stosowania do ich analizy metodyk wypracowanych przez cybernetykę, a więc kryterium pragmatyczne. Ciekawym przypadkiem jest też myślący ocean z powieści St. Lema Solaris. Jako byt wypełniający cały ekosystem swojej planety nie ma on możliwości dalszego rozwoju, nieznana jest też możliwość gromadzenia przez niego nowych informacji (do momentu pojawienia się ludzi był ich prawdopodobnie od dawna pozbawiony). Przez dłuższy czas istniał on nie realizując funkcji rozwoju, co nie przeszkadza w niczym uznać go za zaawansowany system autonomiczny. Niewątpliwie jednak musiał się rozwijać, aby osiągnąć opisywane w powieści rozmiary.

Następną funkcją jest rozmnażanie. Jest to funkcja, którą posiadają wszystkie istniejące na Ziemi organizmy żywe. Rozmnażają się też np. sondy von Neumanna (hipotetyczne konstrukcje cywilizacji wyższego stopnia służące do eksploracji galaktyki). Nie rozmnaża się natomiast (i nie ma takiej potrzeby) myślący ocean z planety Solaris. Takie systemy zaś jak gatunki rozmnażają się wprawdzie (ewoluowanie od wspólnego przodka), ale jest to raczej efekt uboczny realizacji funkcji rozwojowej, w wyniku której poszczególne osobniki zaczynają się od siebie różnić zbyt bardzo, by się ze sobą krzyżować. Z punktu widzenia samego systemu autonomicznego rozmnażanie nie jest konieczne. Jest to funkcja poboczna, ale jest rzeczą dogodną obejmowanie jej metodologią cybernetyczną, ze względu na pożytek płynący z zastosowania analogii z organizmami żywymi (znowu pragmatyka).

W systemie autonomicznym można wyróżnić funkcjonalne podsystemy składowe. Klasyczne ujęcie autora Mariana Mazura wyróżnia 6 podstawowych podsystemów: receptory, efektory, homeostat, alimentator, akumulator i korelator.

Receptory to wyspecjalizowane układy stanowiące wejścia informacyjne systemu autonomicznego. Receptory odczytują dane ze świata zewnętrznego oraz z wnętrza systemu. Zarejestrowane dane podlegają następnie przetworzeniu, umożliwiając sprzężenie zwrotne w reakcji na zmianę warunków. Można sobie wyobrazić systemy, które pobierają informacje tylko z zewnątrz, albo takie, które pobierają informacje tylko z wewnątrz (te ostatnie to np regulator temperatury który mierzy wyłącznie temperaturę własną), ale system pozbawiony receptorów nie jest zdolny do regulacji, nie może więc być autonomiczny.

Efektory to układy oddziałujące na otoczenie zewnętrzne albo tylko na wnętrze systemu. Efektory umożliwiają realizację sprzężeń zwrotnych wewnętrznych i zewnętrznych, pobieranie energii i budulca (pokarmu), interakcje z innymi systemami.

Homeostat to mechanizm realizujący funkcje regulujące systemu autonomicznego. Zadaniem homeostatu jest utrzymanie pożądanego statu systemu. Czynniki wytrącające z pożądanego stanu są niwelowane za pomocą sprzężenia zwrotnego ujemnego (np przyspieszenie metabolizmu gdy spada temperatura), a czynniki pożądane są wzmacniane za pomocą sprzężenia zwrotnego dodatniego (np roślina obraca liście w kierunku do słońca). Homeostat aby zrealizować sprzężenia zwrotne wysyła polecenia do efektorów, natomiast informacje pobiera z receptorów (na podstawie których reguluje siłę sprzężenia zwrotnego) oraz z korelatora (który ustala parametry regulacji).

Alimentator to układ przetwarzający pobraną z zewnątrz (za pomocą efektorów) energię oraz materię (budulec systemu). W przypadku organizmów żywych jest to układ pokarmowy (zarówno budulec, jak i źródło energii), w przypadku prostych urządzeń np panele słoneczne (wyłącznie energia). Niektóre systemy mają rozdzielone funkcje poboru energii i budulca, np. roboty mające zdolność do regeneracji normalnie będą pobierały tylko energię (chociażby z ogniw słonecznych), ale aby naprawić uszkodzenia będą musiały pobrać z otoczenia stopy metali, tworzywa sztuczne itp.

Akumulator to układ przechowujący energię i materię pobraną z zewnątrz. Akumulator umożliwia funkcjonowanie systemu w sytuacji, gdy nie są dostępne źródła zasilania. Nie jest on jednak układem koniecznym – systemy autonomiczne pozbawione akumulatora będą zawieszać swoje funkcje życiowe, gdy zabraknie energii. Np. sonda kosmiczna mogłaby być zasilana wyłącznie ogniwami słonecznymi, więc po oddaleniu się od gwiazdy przestałaby działać, ale włączyłaby się ponownie, gdyby po zbliżeniu się do kolejnej gwiazdy ogniwa słoneczne zaczęły na nowo dostarczać prąd do jej układów.

Korelator jest układem przechowującym i przetwarzającym informacje w systemie autonomicznym. W przeciwieństwie do homeostatu, który odpowiada tylko za bieżącą regulację, korelator odpowiada za uczenie się systemu i steruje adaptacją do warunków zewnętrznych. System autonomiczny może być pozbawiony korelatora, ale wtedy nie będzie zdolny do uczenia się ani nie będzie zdolny do zmiany poziomu wartości regulowanej (np będzie utrzymywał stałą temperaturę, ale nie będzie w stanie obniżyć wartości docelowej, gdy ilość energii w akumulatorze spadnie). Systemy bez korelatora to bardzo prymitywne automaty, bo nawet proste organizmy jednokomórkowe są w stanie się przełączać między różnymi trybami funkcjonowania (przetrwalnikowy, gdy energii jest mało, podział komórki, gdy energii i materii jest pod dostatkiem).

Oczywiście poszczególne podsystemy składowe mogą wykazywać różny stopień komplikacji, w szczególności same mogą być rozpatrywane jako systemy autonomiczne. Na przykład narządy zmysłów człowieka nie są prostymi receptorami. Informacja zmysłowa zanim dotrze do homeostatu i korelatora, ulega wstępnej obróbce: filtrowaniu i kompresji. Podobnie efektory są skomplikowanymi układami wyposażonymi w układy regulacji i to, co z punktu widzenia homeostatu jest poleceniem prostym (skurcz mięśnia) w rzeczywistości jest skomplikowanym procesem fizjologicznym. Cały układ informacyjny ma też strukturę wielopoziomową. To, co dociera do naszej świadomości (korelator najwyższego stopnia) jest już przekształcone przez wyspecjalizowane układy interpretujące surowe dane jako znane obiekty (korelatory niższego stopnia, w ośrodkach funkcjonalnych mózgu).

Możliwe jest istnienie systemu autonomicznego nie wchodzącego w interakcje z istniejącymi systemami, np samotne sondy przemieszczające przestrzeń kosmiczną, ocean z Solarisa. Normalnie jednak systemy autonomiczne wchodzą w interakcje z innymi systemami znajdującymi się w ich otoczeniu. Otoczeniem systemu nazywamy podobszar świata zewnętrznego będący w zasięgu receptorów i efektorów tego systemu. Z kolei wycinek otoczenia, na który system aktywnie oddziałuje swoimi efektorami nazywamy jego strefą wpływów. Rozmiar otoczenia wyznacza maksymalny rozmiar strefy wpływów, niemniej jednak strefa wpływów jest z reguły znacznie mniejsza ze względu na ograniczony zasięg efektywnego oddziaływania, obojętność części otoczenia dla funkcjonowania systemu oraz interakcje z innymi systemami, które mają także swoje strefy wpływów. W sytuacji, gdy sfery wpływów systemów autonomicznych mają część wspólną, mamy do czynienia z konfliktem.

Kiedy wystąpi konflikt, możliwych jest wiele scenariuszy jego rozwiązania. Wyróżnić można cztery podstawowe: otwartą walkę, obustronne wycofanie, zimną wojnę i dominację.

Systemy mogą nawzajem przeszkadzać sobie w efektywnym działaniu w strefie konfliktu. Taka sytuacja może się utrzymywać przez dłuższy czas, np. gdy drzewa rosnąc przesłaniają sobie nawzajem światło. Taki scenariusz nazywamy zimną wojną. Jeśli walka przez oba systemy zostanie uznana za niekorzystną, może nastąpić scenariusz, w którym oba zmniejszą swoje strefy wpływów, przekształcając strefę wpływów w strefę neutralną. Scenariusz ten nazywa się scenariuszem strefy neutralnej.

Oba systemy mogą też podjąć otwartą walkę, w wyniku której jeden z nich wyprze drugi ze strefy konfliktu, w wyniku czego strefa wpływu zwycięscy nie ulegnie zmianie, a strefa wpływu przegranego ulegnie zawężeniu. Tak jest w sytuacji, gdy jeden z systemów odniesie pełne zwycięstwo. W sytuacji niepełnego zwycięstwa strefy wpływów obu systemów ulegną zmniejszeniu, za to zmniejszy się też strefa konfliktu.

Możliwa jest też sytuacja, w której silniejszy system zdominuje system słabszy do tego stopnia, że wciągnie go do swojej strefy wpływów przekształcając jego system celów w taki sposób, że przestaje on stanowić dla niego konkurencję, a może nawet realizować jego własne cele. Jest to scenariusz dominacji, dobrze opisany w naukach politycznych, gdy silniejsze państwo pokonuje państwo słabsze i zmienia je w swojego satelitę.

Najciekawsze i najbardziej skomplikowane interakcje zachodzą pomiędzy systemami autonomicznymi, które zarazem są częściami składowymi innych systemów (wyższego rzędu). Te systemy same mogą być częściami składowymi innych systemów wyższego rzędu. Taka sytuacja zachodzi w przypadku ludzi, którzy są członkami (częściami składowymi) systemów społecznych różnego rzędu: rodzin, grup towarzyskich, zawodowych, kościołów, narodów i społeczeństw. Rodziny na przykład same są elementami składowymi społeczeństw czy narodów, ale u człowieka może wystąpić konflikt pomiędzy przynależnością rodzinną, religijną a narodową. W ramach tego artykułu nie ma jednak miejsca, aby chociaż w zarysie przedstawić złożoną dynamikę tego typu interakcji. Będzie to przedmiotem jednego z kolejnych artykułów.

Wirusy umysłu

2011-07-11 Komentarze wyłączone

Oglądałem niedawno wykład pani Very Birkenbihl Viren des Geistes i mogę go z czystym sumieniem polecić. Gorąco polecam też książki ten pani, używa ona lekkiego i barwnego języka, którym przekazuje głębokie i dające do myślenia treści dotyczące funkcjonowania naszego umysłu i mechanizmów uczenia się.

Tytułowe wirusy umysłu to memy – nośniki jednostek informacji, które po kontakcie z umysłem, jeśli nie zostaną odrzucone, wnikają w niego i replikują się. Nie każdy mem ma charakter wirusowy. Pani Birkenbihl podaje cztery kryteria, na podstawie których można rozpoznać mem wirusowy i odróżnić go od pozostałych, mających charakter neutralny lub pożyteczny.

Pierwszym kryterium jest przekonanie o słuszności i prawdziwości jakiegoś poglądu. Przekonanie, któremu towarzyszy wysoki poziom pewności (mający obiektywne, zewnętrzne umocowanie) stanowi wiedzę. Pozostałe przekonania stanowią wiarę (Glauben), oraz przesądy (Aberglauben). Człowiek posiada bardzo wiele przekonań, mniej lub bardziej podstawnych, tylko niektóre z nich jednak mają charakter wirusowy.

Wirusowym przekonaniom towarzyszy zawsze emocjonalna ocena ich przedmiotu. Postępowanie zgodnie z przekonaniem stanowi cnotę, a postępowanie przeciwne występek. Tak więc przekonanie, że czarne koty przynoszą nieszczęście, mimo swojej oczywistej dla większości ludzi absurdalności, wirusem nie jest, bowiem ludzie w to wierzące nie poczytują tego sobie za cnotę, a sceptyków nie uważają za niegodziwców. Zupełnie inaczej sprawa się ma z oceną zachowań seksualnych. Pani Vera podaje tu przykład masturbacji i przekonania o jej szkodliwości Równie dobrym przykładem jest pornografia czy też homoseksualizm. Tu widzimy bardzo wyraźnie w życiu codziennym, jak mocna jest emocjonalna ocena tych zjawisk. Obrońcy moralności uważają swoją postawę za słuszną moralnie (cnotliwą), a onanistów, pornomaniaków czy homoseksualistów za grzeszników i niegodziwców. Mamy więc bardzo dobrego kandydata na wirusa umysłu.

Trzecim kryterium jest występowanie efektu tabu. Wszelkie dyskusje, które mogłyby podważyć przekonanie wirusowe są objęte tabu – całkowitym zakazem. Próba dyskutowania na temat tabu skutkuje krytyką, ośmieszaniem, społecznym ostracyzmem, a w najgorszym przypadku brutalnymi atakami psychologicznymi i fizycznymi, mającym na celu wyeliminowanie heretyka. Wróćmy do przykładu z poprzedniego punktu. Jak reagują obrońcy moralności na próbę wszczęcia dyskusji, w której ktoś próbuje wykazać pozytywne efekty masturbacji i pornografii? Jeśli podejmują dyskusję, w której gotów jest merytorycznie bronić swoich racji, znaczy to, że ich przekonania nie mają charakteru wirusowego. Jeśli jednak są oburzeni samym faktem, że ktoś śmie im proponować taką dyskusję, jeśli domagają się uciszenia bezwstydników, odebrania im czasu antenowego, koncesji na nadawanie itp – to świadczy, że mamy prawdopodobnie do czynienia z dorodnym wirusem.

Czwartym kryterium rozpoznania wirusa umysłu jest nietolerancja w stosunku do przeciwników. Niewierny jest zły, głupi, obłąkany, niegodny, by mu rękę podać. Nie należy z nim rozmawiać, nie należy z nim utrzymywać żadnych stosunków, najlepiej go odizolować, zamknąć w więzieniu lub szpitalu psychiatrycznym, a może nawet pozbawić życia. Taka sytuacja ma ciągle miejsce w krajach, w których obowiązuje prawo szariatu. W wielu z nich np homoseksualizm jest ciągle karany śmiercią. A my też nie mamy się czym szczycić, bo jeszcze w dziewiętnastym wieku za obrazę moralności trafić można było do szpitala psychiatrycznego, który był jak najgorsze współczesne więzienie połączone z torturami psychicznymi.

Wielu czytelników zapewne w tym momencie wzruszyło ramionami, innym może skóra ścierpła, ale pomyśleli sobie to samo: Mnie to nie dotyczy. To jakieś babcie w beretach, albo talibowie z długimi brodami. Ja nawet nie używam takich słów: grzech i cnota. To jakieś archaizmy!. Otóż nic bardziej błędnego! Zjawiska nie zmieniają się pod wpływem słów, jakimi je określamy. Zamiast o cnocie i występku możemy mówić o honorze i hańbie, o modzie i faux pa, o byciu cool i obciachu. Wszystkie te określenia świadczą o silnym emocjonalnym nastawieniu do swoich przekonań i czynią je potencjalnym kandydatem na wirusa. Może następnym razem, gdy usłyszycie, jak ktoś mówi, że coś jest obciachowe (albo, co gorsza, sami tak powiecie) przemaglujcie wasze przekonania za pomocą powyższych czterech punktów?

Vera Birkenbihl podaje na swoim wykładzie kolejny przykład wirusa umysłu. Jest nim pogląd o słuszności prohibicji narkotyków. Po pierwsze bez wątpienia mamy tu do czynienia z bardzo silnym przekonaniem. Przeciwnicy handlu narkotykami wierzą szczerze w słuszność swoich poglądów. Po drugie – uważają walkę z narkotykami za rzecz słuszną i chwalebną (cnota). Walka ta ma charakter krucjaty (święta wojna z niewiernymi). Ludzie, którzy zachęcają do legalizacji narkotyków to niegodziwcy, cyniczni gangsterzy, nieludzkie kreatury (z którymi miłomściwie nam panujący premier tak mężnie walczy). Po trzecie – legalizacja narkotyków to temat tabu. Chociaż istnieje wiele dowodów na to, że walka z narkotykami służy tylko przestępcom, którzy na handlu nimi budują swoje imperia (podobnie jak kiedyś Al Capone), to jednak dla takich dyskusji nie ma miejsce w kontrolowanych przez rząd mediach (koncesjonowane przez rząd radio i telewizja), przewija się głównie w kanałach, których rząd nie może skutecznie kontrolować (np w internecie). Ludzie, którzy łamią narkotykowe tabu to niegodziwcy, głupcy, oszołomy. Jak ktoś zdrowy na umyśle może nawoływać, by to potworne zło stało się dostępne (bo przecież teraz nie jest) dla naszych kochanych dzieci, które są tak podatne na złe wpływy (a czy to nie my przypadkiem mieliśmy je wychować, by tym wpływom nie ulegały?). Po czwarte – narkotykowych heretyków się zwalcza. Cenzura, groźby odebrania koncesji za niemoralne treści, ostracyzm społeczny narkotykowych abolicjonistów i inne tego typu środki to nic innego jak przemoc mająca na celu zmuszenie heretyków do zmiany poglądów lub do milczenia.

Przykładów można podać znacznie więcej. Silnym i szybko rozprzestrzeniającym się wirusem jest przekonanie o szkodliwości i ryzykowności energii atomowej. Katastrofa w Fukushimie, spowodowana trzęsieniem ziemi, wyzwoliła falę histerii w Niemczech, która doprowadziła do decyzji o zamknięciu wszystkich elektrowni atomowych. Rozhisteryzowanemu tłumowi w najmniejszym stopniu nie przeszkadzała nieprawdopodobność wystąpienia trzęsienia ziemi o takiej sile w Europie. Nie wyciągnęli też wniosków z tego, że Japonia nie ma najmniejszego zamiaru elektrowni atomowych zamykać. Wirusowe memy bowiem nie wyciągają wniosków. Jest to temat tabu, a na temat tabu dyskutować nie wolno! Czynią to tylko niegodziwcy, a niegodziwcom trzeba zamknąć usta! Uciszyć ich! Będziemy polegać na elektrowniach słonecznych i wiatrowych – bo przecież węglowe też są złe, tak mówi nasza wiara, nieprawdaż? I nie ośmielaj się mówić, że tak nie jest, heretyku! Gdy nie będzie wiał wiatr ani nie będzie grzało słońce, będziemy pedałować na rowerku, albo zrobimy sobie dzień bez Facebooka, a książkę będziemy czytać przy świeczce! A to całe zamieszanie wokół gazów cieplarnianych, czy to nie jest kolejny cudownie namnażający się memik? I jakie ma znaczenie, że w czasach Wikingów Grenlandia była zieloną krainą, a masowej industrializacji w tych czasach nie było? Przecież wszyscy wiedzą, jak jest naprawdę! Prawda została już ustalona przez nas, my wam mówimy, jak jest, więc wam, maluczkim, kwestionować tego nie wolno! A jeśli się, drogi czytelniku, oburzasz na autora czytając ten tekst, wróć proszę do kryterium drugiego…

Kiedy stykają się ludzie będący nośnikami odmiennych memów, będą oni stosować odmienne strategie interakcji w zależności od stopnia wirusowości ich memów. Są oni porównywani przez panią Verę do ludzi żyjących na dwóch osobnych wyspach. Mogą oni podjąć próbę zbudowania mostu łączącego obie wyspy, tworząc porozumienie. Jest to możliwe, gdy memy nie mają charakteru wirusowego. Jeśli jednak są one wirusami, ludzie ci prawdopodobnie będą próbowali się nawzajem przeciągnąć na swoją wyspę (próba indoktrynacji) albo udaremnią próbę budowania mostów (izolacja). Gdy nośnik jakiegoś memu próbuje zainfekować nośnik drugiego memu (przeciągnięcie na swoją wyspę) stosuje wojnę informacyjną o różnym stopniu nasilenia. Najłagodniejszym jest reklama własnych przekonań, nie stroniąca zazwyczaj od kłamstwa. W agresywnej wojnie informacyjnej reklama przyjmuje postać zakłamania wroga na śmierć. Przykładem jest zmyślona historia o żołnierzach Saddama Husajna wycinających płody z brzuchów ciężarnych kuwejckich kobiet. Dementi, jeśli w ogóle ma miejsce, jest z zasady mniej ciekawe niż samo kłamstwo, dlatego poświęca się mu mniej uwagi i rzadko przebija się do świadomości społecznej w takim stopniu jak dementowane kłamstwo.

Kiedy jednak przekonywanie nie przynosi skutków, następuje aktywne zwalczanie opornego nośnika konkurencyjnych memów. Najłagodniejszym jego przejawem jest lekceważenie. My mamy rację, my jesteśmy normalni, a ty jesteś odmieńcem, dziwakiem, my jesteśmy ci dobrzy, a ty jesteś ten zły! Lekceważenie jest formą przemocy psychicznej, prowadzącej do izolacji społecznej ofiary i tym samym znacznego ograniczenia jej możliwości działania. Jeśli działania takie nie doprowadzą do złamania psychicznego odmieńca, to przynajmniej znacząco ograniczą możliwość rozpowszechniania przez niego zwyrodniałych memów. Jeśli jednak wrogie memy nadal stwarzają zagrożenie, może nastąpić eskalacja wrogości. Miejsce przemocy psychicznej może zająć przemoc fizyczna. Ultima ratio regum (ostatni argument królów) stanowią armaty…

Funkcje memów

Jaką funkcję ma powyższy mechanizm? Dlaczego memy tak swobodnie zarażają nasze umysły? Przecież osłabiając naszą zdolność rozumowania zmniejszają naszą zdolność adaptacyjną do środowiska, jaką daje nam nasz umysł? Otóż nie jest to takie proste! Człowiek, jak każde zwierzę stadne, wykształcił mechanizmy rozróżniające swoich od wrogów. Mechanizm swój-wróg pozwala premiować własne geny (a wraz z nimi struktury zachowań) poprzez udzielanie pomocy spokrewnionym osobnikom (empatia, altruizm). Jednocześnie przedstawiciele obcych grup są zwalczani, ponieważ są konkurentami w walce o te same zasoby, które są niezbędne do przeżycia. Niezbędny jest więc marker odróżniający swego od wroga. Vera Birkenbihl podaje przykład szczurów, u których markerem jest zapach. Szczury wykazują skomplikowane zachowania społeczne. Pomagają sobie nawzajem. Gdy napotkają nieznane źródło pokarmu, jeden ze szczurów próbuje go, sprawdzając, czy nie jest trujące. Ryzykuje własnym życiem dla dobra grupy (altruizm). Mechanizm ten się opłaca, bowiem pomagając swoim krewniakom szczur zapewnia przetrwanie swoim genom, które za takie zachowania odpowiadają. Mają więc one znaczenie adaptacyjne. Obcych szczurów nie opłaca się jednak wspierać. Mają one inne geny i inny zapach. Kiedy naukowcy usunęli szczura z gniazda, wymyli go i oznaczyli zapachem innego klanu, po ponownym umieszczeniu w macierzystym gnieździe szczur został natychmiast zabity! Zasoby są ograniczone, więc wrogość wobec obcych też jest mechanizmem zapewniającym sukces ewolucyjny!

Co jednak z ludźmi? Nasz węch jest za słaby, byśmy mogli rozpoznawać swoich krewniaków i współplemieńców po zapachu. Mamy wprawdzie dobry wzrok. Ale zapach jest wspólny dla całej grupy, a rysy twarzy każdy ma inne. Jesteśmy więc w stanie zapamiętać rysy twarzy tylko ograniczonej liczby osób. Dlatego też pierwotne hordy ludzkie miały ograniczone rozmiary. Ale na pewnym etapie rozwoju ludzi nastąpiło coś fascynującego. Grupy ludzkie zaczęły wykorzystywać memy jako markery genetyczne. Już nie zapach pozwalał rozpoznać swojego, nie rysy twarzy każdego z członków grupy z osobna. Memy markerowe przybierają postaci zdobienia, modyfikacji i okaleczania ciała, stanowiąc sygnaturę przynależności do plemienia. Na przykład jedno z plemion w Papui-Nowej Gwinei nacina ciało młodzieńców tak, że blizny po zagojeniu się tworzą strukturę przypominającą skórę krokodyla. Jeśli członek tego plemienia zobaczy człowieka, którego skóra jest pokryta takimi bliznami, nie będzie miał żadnych wątpliwości, że jest to współplemieniec. Podobną rolę pełnią tatuaże, charakterystyczny ubiór oraz rytuały, których wyuczenie się trwa na tyle długo, by nie mógł ich opanować postronny obserwator. Język też odróżnia swoich od obcych (walczące ze sobą plemiona mówią odmiennymi językami).

Memy jako marker swój-obcy pozwoliły ludziom skupiać się w większe gromady. Zaszło też ciekawe zjawisko. Memy mogą być przekazywane niezależnie od genów. Z reguły w procesie wychowania potomek otrzymuje memy od rodziców, ale mogą też one być przekazane z zewnątrz, przez nauczycieli, proroków, lub narzucone siłą. Powstają religie, stanowiące podstawę systemów władzy. Współwyznawcy to swoi, niewierni to wrogowie, z którymi o religii dyskutować nie wolno (tabu). Należy ich nawracać bądź niszczyć. Więzy memetyczne stają się silniejsze niż więzy genetyczne. Zarazem każda religia wytwarza system nakazów i zakazów pozwalający odróżnić wiernych od niewiernych. Muzułmanin widzący człowieka pijącego wino nie będzie miał wątpliwości, że nie jest to jego brat w wierze. Podobnych wątpliwości nie będzie miał ortodoksyjny Żyd, gdy ktoś zacznie kroić baraninę nożem, którym wcześniej kroił ser. Sposób czynienia znaku krzyża pozwala odróżnić prawosławnego od katolika.

Pojedyncze memy są tylko nośnikami informacji. Wykazują pod tym względem podobieństwo do genów, które też są rodzajem nośnika informacji. Richard Dawkins zaproponował nowatorski punkt spojrzenia, w którym organizmy żywe są jedynie nośnikiem genów, a właściwym organizmem podlegającym ewolucji jest pula genetyczna gatunku (genotyp). Genotyp ma cechy, które pozwalają go uznać za system autonomiczny. Wchodzi on w interakcje z otoczeniem, pobiera z niego energię i pokarm, rozbudowuje się (jego budulcem są osobniki danego gatunku), walczy o przetrwanie z innymi systemami (inne gatunki). Podobnie zachowuje się system memów – memopleks. Charakter memopleksów
mają ideologie, religie, systemy kulturowe różnego rodzaju, systemy wiedzy, paradygmaty itp. Ponieważ nośnikiem memów są organizmy, których istnienie w czasie jest ograniczone, memopleks aby przetrwać, musi się ciągle replikować, zarażając swoimi memami nowe osobniki. To czyni z memopleksu drapieżnika, walczącego z innymi memopleksami o rządy dusz. Cechami umożliwiającymi przetrwanie jest wysoka zaraźliwość (łatwość wnikania do umysłu) oraz wykształcenie mechanizmów obronnych zapobiegających przed zarażeniem memami z konkurencyjnego memopleksu. Cztery wymienione na początku kryteria wirusowości memu są właśnie tymi mechanizmami obronnymi.

Gdy obserwujemy dwóch adwersarzy zaciekle się kłócących możemy zaobserwować, że ścierają się tu nie tylko ludzie, ale też systemy wartości. W walce ideologicznej stajemy się efektorami memopleksu, dla którego jesteśmy tylko jedną z wielu komórek, z jakich jest on zbudowany. Sami jesteśmy systemem autonomicznym, ale zarazem składową systemu autonomicznego wyższego rzędu, podobnie jak nasze elementy składowe, komórki naszego ciała, też są systemami autonomicznymi, funkcjonującymi jednak w ramach większej całości. Część zachowań, które z osobniczego punktu widzenia nie mają sensu, mają sens z punktu widzenia całości, do jakiej osobnik należy (tak jak próbowanie nieznanego pokarmu przez pojedynczego szczura). Zagadnienia związane z dynamiką systemów będących częściami składowymi innych systemów to bardzo złożony i ciekawy temat, który w tym miejscu tylko sygnalizuję i któremu w przyszłości poświęcę osobny rozdział.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.